Robert Kwiatek, korespondent Radia Gdańsk, relacjonuje wydarzenia z Kijowa. „Stolica Ukrainy przygotowuje się do wojny, atmosfera gęstnieje”

(fot. Robert Kwiatek)

Robert Kwiatek, korespondent Radia Gdańsk, pojechał do Kijowa, by relacjonować dla naszych słuchaczy to, co dzieje się na miejscu i weryfikować podawane przez media informacje. Poniżej udostępniamy jego doniesienia wprost z Ukrainy.

PIĄTEK, 4 MARCA, GODZ. 08:10

Tu każda miejscowość to minitwierdza

Andrzej Urbański połączył się z Robertem Kwiatkiem, który wczoraj próbował wydostać się z Kijowa i dotrzeć na tereny, na których jego życiu już nic (przynajmniej w teorii) nie zagraża.

– Jestem bezpieczny, daleko od linii frontu, natomiast bezpieczeństwo jest pojęciem względnym. Jadąc tutaj, non stop mijaliśmy punkty kontrolne, posterunki. W zasadzie tutaj każda miejscowość, i mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowo, jest przygotowana do obrony, do opóźniania i wyłapywania dywersantów. Nie ma miejscowości, przy wjeździe do której nie byłyby ustawione barykady, betonowe, drewniane. Stoją ludzie z karabinami maszynowymi, ale też ze strzelbami myśliwskimi. Wszędzie są butelki z benzyną. Im bliżej działań wojennych, tym więcej jednostek regularne, gdzie stoi ciężki sprzęt. To jest coś, czego ja nie widziałem w żadnej relacji. Tu każda miejscowość została przekształcona w minitwierdzę – mówił na naszej antenie.

CZWARTEK, 3 MARCA, GODZ. 8:30

Kijów przygotowuje się na atak Rosjan

– Sytuacja jest spokojna, ale w nocy poleciały rakiety w okolicę dworca. Na szczęście nie trafiły w dworzec, bo tam dość dużo ludzi było. Byłoby dużo ofiar – relacjonuje Robert Kwiatek.

– Kijów przygotowuje się do działań wojennych. Sam to widziałem, idąc. Coraz więcej rowów strzeleckich, okopów, stanowisk. Atmosfera gęstnieje, ale jeszcze życie, ogólnie mówiąc, toczy się normalnie. Zaopatrzenie jest. Niewiele sklepów otwartych, natomiast są sklepy spożywcze – dodaje.

Posłuchaj całej rozmowy, którą przeprowadziła Olga Zielińska:

ŚRODA 2 MARCA, GODZ. 13:00

Na ulicach Kijowa wszędzie barykady

– Przechodziłem przez miejsce, gdzie rozbito rosyjski konwój. Z bloku, gdzie ukraińska armia ma stanowiska, krzyczano do mnie, kierując broń. Kolejny raz podnoszę ręce w górę. Gdy mówiłem, że prasa, machali, nie wiem, czy odganiali. Dwa zdjęcia zrobiłem. 100 metrów dalej barykada z opon, tam kontrola. Jak mówię, że z Polski, sami chcą ze mną zdjęcie i mówią bym, pokazał ich w Polsce i że bardzo nam dziękują. Miałem dziś ruszyć z kolegami z prasy, ale przełożone na jutro, uprałem trochę ubrań, mokre do siatki włożyłem i w drogę. Tak to się zmienia, czasem nic, a za chwilę wszystko. Kurczę… rękawiczki zgubiłem, a tu nie ma. Oby tylko takie zmartwienia – relacjonuje Robert Kwiatek.

ŚRODA, 2 MARCA, GODZ. 10:00

Bez akredytacji. „Robię swoje”

Nasz korespondent skontaktował się z ukraińskim Ministerstwem Obrony, żeby zdobyć akredytację prasową. Jak usłyszał, korespondentów z całego świata jest tak dużo, że nie będą w stanie mu pomóc. Dowiedział się jednak, że w grupach tych nie ma Polaków, dlatego podjął decyzję, by tymczasowo zostać na miejscu, organizować sobie powrót i do tego czasu „robić swoje”.

– Przyjechałem na Ukrainę, by pomóc jej w obronie, przez pokazywanie prawdy – deklaruje.

WTOREK, 1 MARCA, GODZ. 18:20

Wojska rosyjskie uderzyły w kijowską wieżę telewizyjną

Do ataku doszło ok. godz. 17:00 czasu lokalnego (godz. 16:00 w Polsce).

– Przed chwilą wystrzeliły trzy pociski, jeden dość blisko, w okolicach wieży telewizyjnej. Alarm odezwał się w zasadzie po wystrzałach – relacjonuje Robert Kwiatek.

Nasz korespondent dotarł na miejsce, by zrobić zdjęcia. Jak informuje, wieża została osmolona, budynek zdemolowany, odłamki leżą w promieniu 300 metrów, a w akcji gaśniczej biorą udział strażacy. Jak zastrzega, nie podaje informacji na temat stanu wieży.

Posłuchaj całej rozmowy, którą przeprowadził z naszym reporterem Andrzej Urbański:

– Zmienia się obraz na moich oczach i to, co mówiłem dzień wcześniej ma się już nijak do tego, co jest dzisiaj, a nie wiem, co będzie jutro – mówi Robert Kwiatek.

WTOREK, 1 MARCA, GODZ. 11:30

Pierwsza noc w stolicy Ukrainy

– Dotarłem do Kijowa, jestem tu od wczoraj. Noc, wbrew temu, co podają nasze media, ale zgodnie z tym, co potwierdza nasz ambasador, była dość spokojna. Oczywiście słyszałem huk jednego pocisku gdzieś tam dalej. Mówią, że to Iskander. Były też pojedyncze serie strzałów, ale to było raczej odganianie. Alarmy na tyle często, że już nie liczę, ale też mało zwracam uwagę. Niewiele mogę więcej, Panuje tu psychoza dywersji, a ja pod ten szablon pasuje, zwłaszcza że poszła informacja o podszywaniu się Rosjan pod polskie media – powiedział na naszej antenie.

Posłuchaj całej rozmowy, którą przeprowadził Jarosław Popek:

PONIEDZIAŁEK, 28 LUTEGO, GODZ. 14:00

Kojowski obraz (nie)wojny

– Kijów, dotarłem. Nie tego się spodziewałem, ale proszę, przed przeczytaniem weźcie poprawkę na to, że jestem tu dopiero pięć godzin i na tereny wojenne nie dojechałem. Mówiono mi, że nie ma jak się dostać do Kijowa, że już okrążony. A ja wsiadłem w pociąg we Lwowie, wygodna kuszetka i nawet bez płacenia. Dotarłem, czyli droga otwarta zarówno z Kijowa, jak i do tego miasta. Zdjęcia pokazują, co widziałem, owszem nie mam ujęć z wojskiem i rogatkami, ale to jest zabronione. Były dwa alarmy, nie słyszałem żadnych odgłosów walk. Widziałem, jak żołnierze dowozili zatrzymanych cywilów. Może dywersanci, może podejrzani. Patrole zatrzymywały mnie z dziesięć razy. Paszport i legitymacja prasowa, jak do tej pory, wystarczyły. Co zauważalne, to faktycznie pustki na ulicach. Wszystko poza podstawowymi sklepami zamknięte, kolejki są, ale bez dramatu, w sklepach produktów mniej, jednak nadal są. Nie wiem, jak to podsumować. Możliwe, że jutro ujrzę inne oblicze wojny i Kijowa. Dziękuję wszystkim za dobre słowa, modlitwę – pisze nasz korespondent.

NIEDZIELA 27 LUTEGO, 18:55

Płacze, krzyki i alarm na dworcu we Lwowie

Robert Kwiatek dotarł do Lwowa. Opisywał, jak wyglądał dworzec w momencie, gdy się na nim znalazł. – Pociągi tutaj prawie nie działają. Najpierw niby były, a w rzeczywistości ich nie było. Potem z kolei niby ich nie było, a jakiś się pojawił. Udało mi się wsiąść i jadę do Kijowa. Nie wiem, czy dojadę, jak będzie. Na razie jest bezpiecznie, chociaż na dworcu we Lwowie dwa razy był alarm, syreny, ale nikt nie uciekał, ludzie nie panikowali, stali na zewnątrz. Jeśli chodzi o Lwów, dworzec wygląda przerażająco, to nieprawdopodobne miejsce. Są tu olbrzymie liczby ludzi, wszyscy jadą do Polski. Dzieci, ich matki, płacze, krzyki. Gdy pociąg rusza, dzieci i bagaże są podawane przez drzwi. Coś przerażającego – mówił.

Nasz korespondent oceniał, że obecnie jego życiu nic nie zagraża. – Ja w tej chwili jestem bezpieczny. Nie jestem w stanie powiedzieć, co będzie za dwie, trzy, osiem godzin. W Lwowie nie widziałem zbyt wielu oznak wojny, kryzysu, niedoborów. Nie było tak, że nie można było kupić chleba, wszystko wyglądało w miarę normalnie. Są patrole wojskowe, jeden z nich mnie zatrzymał, bardzo dokładnie sprawdzał paszport i legitymację dziennikarską. Natomiast na pewno nie widać tam jeszcze wojny i oby nigdy nie było jej tam widać – podkreślał.

„OGLĄDAMY OBRAZY, A JA JADĘ JE ZWERYFIKOWAĆ”

Co jest celem Roberta Kwiatka? – Będę starał się być w centrum i dotrzeć tam, gdzie będę w stanie. Czy uda mi się wszędzie? Nie wiem. Walki są, bo oglądamy obrazy, a ja jadę je zweryfikować. Są informacje, że nie jeżdżą pociągi, a jak byłem na dworcu, widziałem cztery pociągi z Kijowa, które wyjechały. Mówi się o kolumnach… Wydaje mi się, że to też gra propagandy, a ja jadę między innymi po to, żeby zobaczyć to na własne oczy – zapowiadał.

Posłuchaj całej rozmowy Roberta Kwiatka z Andrzejem Urabańskim:

NIEDZIELA 27 LUTEGO, GODZ. 8:48

POCIĄGIEM Z PRZEMYŚLA DO LWOWA

Nasz korespondent przesłał zdjęcia z trasy. Właśnie podróżuje pociągiem z Przemyśla do Lwowa. Ze względu na kierunek jazdy, w pociągu był sam. Podkreśla życzliwość ukraińskiej obsługi, która nie kryje wdzięczności za to, że Polacy są i chcą pomóc.

NIEDZIELA 26 LUTEGO, GODZ. 23:50

Punkt zbiórki i pomocy uchodźcom w Przemyślu

Wiele osób z całego kraju bardzo mocno angażuje się w pomoc mieszkańcom Ukrainy w tak trudnym dla nich czasie. To, co się dzieje, przybliża nam nasz korespondent Robert Kwiatek, który jest właśnie w drodze na Ukrainę.

W drodze na Ukrainę nasz korespondent noc spędził w Przemyślu, w II LO, które zostało przekształcone na punkt zbiórki i pomocy. Klasa do języka polskiego stała się magazynem pieluch, do niemieckiego – żywności. Sala gimnastyczna przygotowana jest natomiast na nocleg dla uchodźców.

– Wielki szacunek dla tak wielu wspaniałych osób. To jeden punkt w Przemyślu, a tysiące w Polsce. „Bądź dumnym, że jesteś Polakiem”. Ja widząc to, co się dzieje, jestem dumny – mówi Robert Kwiatek.

mk/am/MarWer/Raf

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj