Właściciele kotłów na biomasę w całej Polsce biją na alarm – w sklepach i hurtowniach brakuje pelletu na opał. Tam, gdzie surowiec jeszcze jest, najczęściej musi być reglamentowany. W dużym punkcie sprzedaży niedaleko Przejazdowa kolejki ustawiały się od godz. 5:00, ale i tak nie wystarczyło dla wszystkich. Radykalnie rosną także ceny.
– Braki pelletu to efekt mroźnej zimy. Tartaki nie pracowały, ponieważ drewno było zmrożone na kamień. Jeśli tartaki nie pracują, to brakuje trociny. A jeśli brakuje trociny, to nie ma surowca do produkcji pelletu – wyjaśnia Anna Błońska, sprzedawca pelletu.
„RYNEK NIE PRZYGOTOWAŁ SIĘ NA TAK MROŹNĄ ZIMĘ”
Obecnie pellet może kosztować nawet od 2 tysięcy do 2,5 tysiąca złotych za tonę. To kilkaset do tysiąca złotych więcej niż jeszcze pod koniec ubiegłego roku.
– Rynek nie przygotował się na tak mroźną zimę, a import wymaga czasu. Kwestia problemów z tym paliwem to obszar odpowiedzialności ministra energii. Przedstawiciele branży mówili, że pellet jest dostępny, choć chwilę trzeba na niego poczekać. Widać, że zaburzenie relacji popytu i podaży zostało przez rynek wykorzystane do podbicia cen. Warto, aby UOKiK się temu przyjrzał – podkreśliła Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska.
Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział interwencję, jeśli sytuacja się nie ustabilizuje.
Do tematu wrócimy w magazynie „Wydarzenia i Muzyka” po godz. 16:00.
Mateusz Czerwiński/PAP/mk





