W niektórych regionach Polski jest naturalnym „inżynierem ekosystemu”, odpowiedzialnym za retencję wody. Na Żuławach jednak – zwłaszcza wśród rolników – częściej bywa nazywany szkodnikiem, choć formalnie za takiego uznany nie jest.
Chodzi o bobra europejskiego, który kopiąc nory w koronach wałów przeciwpowodziowych, może naruszać ich stateczność. W konsekwencji grozi to uszkodzeniem konstrukcji oraz zalaniem terenów uprawnych i mieszkalnych.
W Nowym Dworze Gdańskim odbyła się naukowa dyskusja poświęcona działalności tych zwierząt i możliwym sposobom zabezpieczeń. Spotkanie zorganizował Klub Nowodworski.

Zdaniem prof. Adriana Zwolickiego z Uniwersytetu Gdańskiego redukcja populacji, czyli zorganizowany odstrzał, nie jest skutecznym rozwiązaniem problemu.
– W obrębie jednego terytorium żyje rodzina – dominujący samiec i samica. Jeśli odstrzeli się jednego z rodziców, drugi zaczyna szukać nowego partnera. Ten z kolei nie toleruje potomstwa poprzedniego, które ucieka. W efekcie ruch bobrów się zwiększa. Stres środowiskowy powoduje, że częściej patrolują swoje terytoria i częściej wchodzą w konflikty z innymi osobnikami. Skutkiem nie jest zmniejszenie liczby szkód, ale ich zwiększenie – tłumaczy prof. Adrian Zwolicki.
Szacuje się, że na Żuławach występuje około 15 procent krajowej populacji bobra, czyli około 20 tysięcy osobników.
Mateusz Czerwiński/mp








