Zarzut nieudzielenia pomocy poszkodowanemu, a nie spowodowania śmiertelnego wypadku usłyszał kierowca auta, pod kołami którego w noc sylwestrową zginął 25-letni mężczyzna. Do tragedii doszło na ulicy Sobieskiego w Rumi. Kierowca auta uciekł z miejsca zdarzenia – policja zatrzymała go dzień później.
Jak mówi Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, 47-latek był trzeźwy – miał tłumaczyć śledczym, że odjechał, bo bał się linczu. W piątek mężczyzna został doprowadzony do prokuratury i usłyszał jeden zarzut.
– Prokurator postawił 49-letniemu Krystianowi K. zarzut popełnienia przestępstwa z artykułu 162. paragraf. 1 kodeksu karnego – tj. nieudzielenie pomocy. Przesłuchany w charakterze podejrzanego przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Prokurator zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji, zobowiązując go do stawiennictwa raz w tygodniu w wyznaczonej jednostce. W toku prowadzonych czynności ustalono, że pieszy znajdował się na jezdni w miejscu niedozwolonym – wyjaśnia.
Nieoficjalnie wiadomo, że do wypadku przyczynił się sam pieszy. Według relacji świadków mężczyzna stał w miejscu oddzielającym pasy ruchu. W momencie, gdy został potrącony przez auto, miał schylać się, żeby pozbierać szkło z jezdni. Do tego był ubrany w ciemną odzież, więc kierujący mógł go nie zauważyć.
47-latkowi grozi do trzech lat więzienia.
Czytaj także:
- Noworoczny dramat w Rumi. Śmiertelnie potrącił 25-latka i uciekł [AKTUALIZACJA],
- Na policję zgłaszają się świadkowie tragicznego wypadku w Rumi. Poszukiwani są kolejni.
Grzegorz Armatowski/aKa