Na sesję Rady Miejskiej Chojnic wrócił temat zajścia w bibliotece. Dwa tygodnie temu opozycyjny radny Kamil Kaczmarek, zwracając się do Jana Koperskiego, wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej Chojnic, powiedział między innymi: „szujo”, „prostaczku”, „zakało rodziny” czy „chamie”.
Temat poruszony został na sesji, bo dwa kluby radnych – Koalicji Obywatelskiej i Program 2029 – wystosowały oświadczenia. Okazało się również, że Jan Koperski nie przyjął pisemnych przeprosin.
– Pańskie oświadczenie pomija kluczowe elementy zdarzenia, a w części wprost zaprzecza faktom, których świadkami było kilka osób obecnych na spotkaniu. Nie sposób zaakceptować sytuacji, w której formułuje pan przeprosiny, jednocześnie negując rzeczywisty przebieg wydarzeń. Nie mogę zgodzić się na przyjęcie przeprosin, które w istocie wymagają ode mnie akceptacji przekazu niezgodnego z rzeczywistością – mówił Koperski.

„NIE ZAMIERZAM UNIKAĆ ODPOWIEDZIALNOŚCI”
Kluczowym w sprawie wydaje się to, czy przed wyzwiskami radny Kamil Kaczmarek rzeczywiście usłyszał, że „nadaje się do psychiatryka” i czy faktycznie rozkruszył na głowie Jana Koperskiego ciastko.
– Gdybym rozkruszył ciastko, gdybym wrzucił je do kawy, to również bym za to przeprosił. Nie zamierzam unikać odpowiedzialności. Nie zamierzam nigdzie uciekać. Nie mam żadnego immunitetu. Zeznania wymyślone w Czerwonym Domku będą mnie obciążały i poniosę ich konsekwencje – tłumaczył Kaczmarek.
W wystąpieniu Kamil Kaczmarek wyliczał również sytuacje, kiedy radni z koalicji rządzącej i władze Chojnic miały prowokować opozycyjnych radnych do łamania prawa.
Zobacz także:
Maria Sowisło/aKa








