Ulice jak ser szwajcarski – to opinia zniecierpliwionych kierowców Słupska, którzy narzekają na plagę dziur w jezdniach. – Chodzi nie tylko o nasze samochody, ale także bezpieczeństwo. Trzeba uważać, bo dziur jest dużo, a łatających pracowników nie widziałem. To robi się niebezpieczne, a przecież wozimy ludzi – mówi Tadeusz Jasłowski, kierowca taksówki.
Podobne zdanie mają również inni kierowcy, którzy przekonują, że jazda tej zimy po Słupsku przypomina slalom gigant. Władze miasta, które dopiero uporały się z zalegającym na ulicach śniegiem, od kilku dni rzuciły wszystkie siły na łatanie dziur. Kilkudniowa odwilż, a później fala niskich temperatur, spowodowała nie tylko ubytki w drogach, ale również wyrwę w miejskim budżecie.
– To olbrzymie obciążenia finansowe dla naszego samorządu. Do końca grudnia wydaliśmy na poprawę infrastruktury drogowej 4 miliony złotych, a faktury nadal spływają. Pracownicy Zarządu Infrastruktury Miejskiej nie tylko reagują na zgłoszenia kierowców, ale również każdego dnia sami monitorują stan dróg i wysyłają tam zespoły doświadczonych drogowców, którzy na bieżąco łatają jezdnie – poinformowała Monika Rapacewicz, rzecznik słupskiego ratusza.
Pomimo starań lista ulic do remontu się wydłuża. Skala wydatków może być znacząco wyższa niż w latach poprzednich – zwłaszcza, że zima nadal trwa. Fatalny stan dróg dotyczy całego powiatu. Liczne remonty spowodowały, że w niektórych samorządach zaczyna brakować sprzętu i masy do wypełniania dziur.
Łukasz Kosik/mk





