Kilkudziesięciu turystów, w tym mieszkańcy Pomorza, utknęło na wyspie Phuket w Tajlandii. Podróżni mieli wrócić do domu w miniony poniedziałek, jednak ze względu na wojnę na Bliskim Wschodzie odwołano im loty powrotne. Przez trzy dni biuro podróży zapewniło turystom z Polski pobyt w hotelu.
– Od czwartku płacimy za wszystko z własnej kieszeni. Nie wiemy, kiedy i jak wrócimy do domu. Dostajemy wiadomości, że biuro pracuje nad tym, byśmy wrócili, ale tak naprawdę nic się nie dzieje. Widzimy, że klienci innych firm turystycznych wracają do Polski. Czujemy się porzuceni. Poznaliśmy już około dwudziestu osób, które są w takiej samej sytuacji. Takich przypadków jest więcej – opowiada pan Ryszard ze Słupska.

Turyści skarżą się, że poprzez infolinię firmy turystycznej trudno cokolwiek ustalić. Nasz reporter poprosił o interwencję Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki, które sprawuje nadzór nad firmami turystycznymi.
Przemysław Woś/kp








