Już ponad 2 miliony Ukraińców przekroczyło polską granicę. Działają samorządy, instytucje publiczne, ale i firmy prywatne. Do akcji przyłączyły się także restauracje z Pomorza.
Jednym z takich miejsc jest pierogarnia, Lepimy.pl z Banina. Właścicielka lokalu przyjęła pod swój dach matkę z trójką dzieci i zupełnie przypadkowo wyszło, że pani Galina lepi wyśmienite pierogi i pielmieni.
– W końcówce zeszłego roku założyliśmy małą pierogarnie. Wraz z wybuchem wojny na Ukrainie postanowiliśmy – jak wielu z nas – ofiarować swoją pomoc. To, że dziewczyny zaczęły nam pomagać, wyszło przy kolacji, gdy chciałam przygotować posiłek, a dziewczyny powiedziały, że to niepotrzebne, bo one zrobią sobie pielmieni. Uśmiechnęłam się, że lepiej nie mogły trafić, bo przecież my lepimy pierogi na okrągło – opowiada Justyna Kuziak, właścicielka pierogarni.
TO NIE TYLKO DACH NAD GŁOWĄ
Poza pomaganiem w pracy pani Galina z córkami jeździ na wycieczki czy uczestniczy w zajęciach organizowanych przez Ośrodek Kultury i Sportu w Żukowie.
– Ostatnio zrobiły przepiękne makramy. Powoli wracają do normalności i czują się potrzebne. Lokalna społeczność zachowała się wspaniale, nasi sąsiedzi i klienci wspomagają nie tylko kupując pierogi. Przynoszą produkty czy odzież dla dzieci. Oferują prace przy zajęciach domowych albo w ogrodzie. Sąsiedzka brać spisała się wyśmienicie. Jesteśmy z niej dumni, ale najbardziej jesteśmy dumni z dziewczyn, że tak sobie dzielnie z tym wszystkim radzą – kończy właścicielka.
RUSKIE PIEROGI? TERAZ TO UKRAIŃSKIE
Receptura została ta sama, ale teraz nazywają je pierogami Galiny. Sprzedawane są z barszczem i cieszą się największą popularnością wśród klientów pierogarni.
SUSHI Z UKRAIŃSKIMI PRACOWNIKAMI
Innym miejscem, który wspiera uchodźców, jest sushi bar Shimayo w Gdyni, w którym personel pochodzi z Ukrainy. Właściciel ma białoruskie korzenie i – jak mówi – kiedy wojna wybuchła w czwartek, to już w piątek zadecydowali się, że cały dochód zostanie przeznaczony na pomoc w ściągnięciu rodzin pracowników.
– Udało nam się zebrać 30 tysięcy złotych. Klienci tego dnia wykupowali vouchery, przychodzili w grupach. W Gdyni mamy zatrudnionych siedem osób z Ukrainy. Od wybuchu wojny przyjechało do nas dwunastu krewnych naszych pracowników – tłumaczy właściciel
POMOC KLIENTÓW
Często klienci baru oferowali swoje mieszkania do spania. W barze stoi skrzyneczka, gdzie ludzie codziennie wrzucają spore sumy pieniędzy.
– Wszystkie te osoby, które przyjechały, mieszkają u naszych klientów albo sąsiadów. Wspólnota ludzi dobrych serc jest wielka. Teraz znajdujemy szkoły, prace, lekarzy czy dentystów i powoli staramy się pomóc uporządkować to nowe życie, które ich tu spotkało – kończy szef lokalu.
Posłuchaj materiału naszego reportera
Kacper Kowalik/am