Anna Fotyga: skala problemu jest ogromna, to pozostałości jeszcze po I wojnie światowej

(Fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

– To są pozostałości po I wojnie światowej, zatopione statki z amunicją z konwojów z czasów II wojny światowej, są miny, które były posadowione na dnie morza – mówiła na antenie Radia Gdańsk Anna Fotyga. Podczas czwartej debaty w ramach II Forum Morskiego Radia Gdańsk rozmawialiśmy na temat ekologii w kontekście broni chemicznej i powojennych substancji na dnie Bałtyku. Jak sobie poradzić z tym zadaniem i kto powinien za nie zapłacić? Między innymi na te pytania odpowiedziała europoseł Prawa i Sprawiedliwości. 

– Wola Parlamentu Europejskiego była, jeżeli chodzi o decyzje polityczne, bardzo istotna. Rezolucja, była przygotowana dzięki przypadkowi, dzięki temu, że wyśledziliśmy dwie petycje dotyczące zanieczyszczeń Bałtyku, jedną z 2019, drugą z 2020 roku. Na tej podstawie moje biuro, przy zasadniczym wsparciu posła Kosmy-Złotowskiego, przygotowało wkład do petycji dla komisji. Zwykle komisje, jeżeli nie mają odpowiednich kompetencji w tego typu sprawach, oddalają je. My zadbaliśmy jednak o to, żeby te petycje nabrały dalszego biegu. Efektem było przygotowanie merytoryczne rezolucji, która została przyjęta głosami 660 posłów, to jest niezwykle rzadki przypadek. Przeciw było jedynie ośmiu posłów, był to wielki i nieoczkiwany sukces – mówiła podczas debaty Anna Fotyga.

„SKALA PROBLEMU JEST OGROMNA”

– W ubiegłym roku, pomimo panujących wówczas pandemicznych warunków, odbyła się międzynarodowa konferencja, poświęcona gospodarce morskiej i bezpieczeństwu morskiemu. Ona nadała w UE pewną dynamikę sprawom. W tym tygodniu zostało opublikowane studium, które przedstawia bardzo precyzyjnie skalę problemu. Ze względu na to, że wydarzyło się to na przestrzeni kilku ostatnich dni, a ja miałem sesje plenarną z licznymi sprawami, jeszcze się z tym nie zapoznałam. Ale to studium było przedmiotem naszych stałych nacisków i wymagań. Jest również obietnica samej przewodniczącej KE na przeznaczanie dalszych środków na kolejne prace badawcze. Chcemy, żeby przystąpiono już do pilotażowych realizacji usuwania zanieczyszczeń. Postęp technologiczny umożliwia coraz tańsze usuwanie tego typu zanieczyszczeń. Skala problemu jest ogromna. Pan redaktor mówił o pozostałościach sowieckich, ale są pozostałości po I wojnie światowej, są zatopione statki z amunicją z konwojów z czasów II wojny światowej, są miny, które były posadowione na dnie morza, które stara się usuwać NATO przy naszym udziale. Cieszę się, że z mojej strony politycznej staraliśmy się wykorzystać te możliwości, które są w UE. Polska była ofiarą obydwu wojen, nie wywoływała ich, i nie jest w stanie przy tego typu długości wybrzeża morskiego uporać się sama z tym problemem – dodawała europoseł.

Jak przyznała europoseł, ze względu na rosyjską inwazję na Ukrainę pojawiły się obawy o wstrzymanie prac. – Chcę pokazać, że jednak nastąpił pewien przełom. Nastąpiło przyspieszenie, są deklaracje. Obawiałam się pewnego zahamowania prac, ze względu na inwazję rosyjską na Ukrainę. Wydaje się jednak, że prace idą zgodnie z harmonogramem, który przewidywaliśmy. Teraz będzie można zgłaszać małe projekty, również na poziomie parlamentu. My mamy takie możliwości. Sądzę, że KE, w ślad za tym studium, będzie również rozpisywała projekty. Nie ma wątpliwości, że od strony moralnej Polska, jako ofiara obydwu wojen, nie jest właściwym podmiotem do usuwania tego. Jednak trzeba pamiętać, że jeżeli coś się wydarzy, to będą cierpieć głównie Polacy, a zdarzały się różnego rodzaju przypadki. W naszym interesie jest, żeby te prace przyspieszały – powiedziała.

– Amerykanie, Japończycy, Kanadyjczycy usuwają. Usuwają skutecznie i coraz taniej. My mamy również własne możliwości i własne technologie. To jest wielkie gospodarcze przedsięwzięcie Polski. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie są obowiązki firm dokonujących tego typu inwestycji, jeżeli chodzi o sprawy ochrony środowiska. Chcemy pozyskać środki unijne na usuwanie pozostałości I i II wojny światowej. Musimy dopatrzyć swoich interesów. Jednak nawet nasi najbardziej doświadczeni partnerzy jak Brytyjczycy musieli to robić krok po kroku, bo nie jest to sprawa prosta. Trzeba zyskiwać kompetencje i liczy się tu determinacja. Tak jak ja sama uczyłam się z każdym rokiem chodzić po tych brukselskich podwórkach. Myślę, że teraz udaje mi się to robić dość skutecznie i ja jestem optymistką. Drugą sprawą jest jednak przedsięwzięcie unijne, dotyczące nie tylko Bałtyku – podkreślała Fotyga.

(Fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

„JESTEM OPTYMISTKĄ”

Anna Fotyga przyznała, że duże poparcie dla oczyszczenia Bałtyku wiąże się z chęcią „posprzątania” także pozostałych akwenów europejskich. – Dlatego udało się zebrać 660 głosów, bo inne kraje członkowskie liczą na to, że pozostałe akweny również będą korzystały z podobnych działań. Trzeba budować partnerstwa i trzeba budować konsorcja, które będą mogły być wykorzystywane. Na wszystkich konferencjach uczestniczyli Akademia Marynarki Wojennej, polscy decydenci. Także ja naprawdę jestem optymistką – podkreślała.

Europoseł mówiła także o tym, na jakim etapie obecnie jest sprawa oczyszczenia morza. – To wymaga jeszcze kolejnych nacisków, spotkań, lobbingu. Ta dynamika jest, państwa bałtyckie są zainteresowane, również sąsiedzi z Europy Zachodniej, mam tu na myśli Niemcy i Danię. W energetyce mamy wielkie przyspieszenie, ze względu na transformację związaną z sankcjami. To jest wielka geopolityczna zmiana i ona przyniesie też rezultaty i przyspieszenie w realizacji alternatywnych projektów. Trzeba też myśleć o inwazji Rosji na Ukrainę. Pamiętać o tym, że Morze Czarne również zostało zaminowane i nie ma wątpliwości, że spojrzenie KE będzie również skierowane w tamtą stronę. Tam też będzie wielka odbudowa. My musimy po prostu wykorzystywać nasz czas – dodawała Anna Fotyga.

Całą relację z debaty można przeczytać >>> TUTAJ.

mm

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj