II Forum Morskie Radia Gdańsk. Bezpieczeństwo przeciwpowodziowe Żuław

(Fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

Ostatnia debata w ramach II Forum Morskiego Radia Gdańsk poświęcona była bezpieczeństwu przeciwpowodziowemu Żuław.

Dlaczego utrzymanie dobrego stanu środowiska wód morskich jest obowiązkiem człowieka? O to Michał Pacześniak zapytał prelegentów, którymi byli: Andrzej Winiarski – dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku, Stanisław Sołowiej – główny specjalista ds. zarządzania kryzysowego i ochrony ludności w starostwie powiatowym w Elblągu oraz dr hab. inż. Tomasz Kolerski – Wydział Inżynierii Lądowej i Środowiska, Politechnika Gdańska.

(Fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

– Musimy sobie uzmysłowić, że Żuławy są terenem sztucznie wydartym morzu, a więc cała gospodarka wodna na Żuławach jest oparta na ingerencji człowieka. Jeśli chodzi o inwestycje, to są one realizowane od wielu lat. Poprzednik Wód Polskich, dawne RZGW, rozpoczął dwa programy: zakończony pierwszy unijny program „Zabezpieczenie przeciwpowodziowe Żuław”, realizowany w poprzedniej perspektywie funduszy unijnych oraz odziedziczony już przez obecne Wody Polskie program rozpoczęty w 2017 roku. Teraz jest to drugi etap zabezpieczenia przeciwpowodziowego, w ramach którego wydaliśmy 133 miliony złotych. Są to głównie dwie wielkie inwestycje, a mianowicie modernizacja śluzy Przegalina na ujściu Wisły do Martwej Wisły, ta śluza odpowiada za zabezpieczenie przeciwpowodziowe zachodniej części Żuław, w tym miasta Gdańska. W tej chwili jeszcze realizujemy kolejną dużą inwestycję, której koniec przewidziany jest na październik tego roku, za blisko 40 milionów zł. To budowa wrót przeciwsztormowych na rzece Tudze, która jest aktualnie pod wpływem cofki od strony Zalewu Wiślanego. To są tereny wokół miasta Nowy Dwór Gdański i wrota te mają zabezpieczać ten obszar przed wdzieraniem się wód. Kolejne inwestycje to m.in. przebudowa 19 ostróg na rzece Wiśle, które miały ukierunkować nurt, co pozwala na lepszy spływ kry w przypadku zjawisk lodowych oraz umożliwia prowadzenie akcji lodowej przez nasze jednostki – mówił Andrzej Winiarski, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku.

– Dodatkowe inwestycje dotyczyły modelowania ujścia Wisły, ponieważ mamy tam problemy z odprowadzaniem nadmiaru rumoszu niesionego Wisłą, co tez może grozić spiętrzeniami w przypadku niewłaściwego udrażniania spływu kry. To najważniejsze inwestycje, a do tego jeszcze wdrożyliśmy system monitoringu na naszych obiektach, czyli pompowniach czy na ciekach, którymi spływają wody powodziowe. Jeśli chodzi o śluzę Przegalina, to ona zabezpiecza teren Żuław Gdańskich, w tym częściowo miasta Gdańska, przed przejściem fali powodziowej na rzece Wiśle. Bez tej inwestycji, bez tych wrót śluzy, woda wysokiej fali powodziowej na Wiśle mogłaby wdzierać się na tereny zaplecza, czyli mówimy tu wręcz o mieście Gdańsku, o Starym Mieście, które przecież położone jest na obszarze żuławskim. Z kolei wrota na rzece Tudze zabezpieczają obszar Nowego Dworu Gdańskiego wraz z terenami przyległymi przed wdarciem się wód morskich w przypadku podnoszenia się poziomu morza w okresach sztormowych – dodaje.

– Jeśli chodzi o powiat elbląski, to w tej chwili przygotowujemy się do kolejnych napraw, remontów, podniesienia jakości technicznej wałów przeciwpowodziowych. Mówimy tu o wale czołowym od Zalewu Wiślanego, mówimy o rzece Szkarpawie, o rzece Fiszewce, która jest ważnym obiektem hydrograficznym na terenie powiatu elbląskiego. Prowadziliśmy tam w minionych latach prace i mieliśmy pewne problemy, gdy wykonawca zszedł z placu budowy, nie do końca doprowadzając wał przeciwpowodziowy do właściwego stanu. Miniony sezon zimowy mieliśmy zatem bardzo nerwowy, trzeba było trzymać w pogotowiu zespoły, które miałyby interweniować w sytuacjach groźnych spiętrzeń wód – mówił Winiarski.

– W ostatnich latach kupiliśmy też cztery nowe lodołamacze, uzupełniając flotę, działającą w ramach RZGW w Gdańsku na odcinku poniżej Włocławka do łącznie dziewięciu jednostek. Przy czym do prowadzenia pełnej akcji lodołamania na tym odcinku niezbędne jest nam siedem jednostek, w związku z czym mamy zapas, który zawsze jest gotowy w przypadku awarii czy innych wydarzeń, lub podjęcia działań na innych odcinkach. Są to bardzo nowoczesne jednostki, w pełni wyposażone, z dużymi wygodami dla załogi, ale również mogące prowadzić nie tylko akcje lodołamania, ale też pracować jako holowniki, wspierać jednostki pożarnicze przy gaszeniu pożarów na morzu czy na naszych rzekach. Są to wielofunkcyjne jednostki, mogące służyć cały rok. Akcja lodowa polega na tym, że trzy lodołamacze (czołowy i dwa liniowe – przyp. red.) torują w lodzie rynnę, poszerzając ją i krusząc lód na mniejsze fragmenty kry. Pozostałe cztery lodołamacze muszą zostawać co kilka kilometrów po to, aby pilnować, żeby kra się nie zatrzymywała, żeby wciąż była spławiana i odprowadzana do Zatoki Gdańskiej dla pełnego bezpieczeństwa. Dlatego jest nam potrzebne te siedem lodołamaczy, a nie tylko trzy, które wykonują właściwą akcję w lodzie – tłumaczył.

– Kontynuując temat nieszczęsnej Fiszewki, to bardzo nieładnie tutaj się zachował inwestor. W takim przypadku to my, samorządowcy, musimy być przygotowani na podjęcie działań, gdyby na tym odcinku doszło do uszkodzenia wału, który i tak był mocno uszkodzony. To był odcinek około 800-metrowy. Tak jak pan dyrektor powiedział, to na naszych barkach spoczywała troska o bezpieczeństwo naszych mieszkańców. Mocno się o to martwiliśmy. Aczkolwiek, przy bardzo dobrej współpracy z dyrekcją i zarządem zalewni w Elblągu doszło do tego, że ta inwestycja została zakończona. Mocno się baliśmy, bo groziła cofka, mogło dojść do intensywnych opadów czy roztopów. Gdyby te zjawiska się nasiliły, to sytuacja byłaby bardzo trudna. W pełni się zgadzam, że te inwestycje związane z pompowniami, z monitoringiem pompowni, to bardzo ważny aspekt w zakresie bezpieczeństwa publicznego, bezpieczeństwa przeciwpowodziowego. Na bieżąco możemy dokonywać odczytu poziomu wód na niemal wszystkich akwenach w obrębie naszego powiatu. Możemy podejmować decyzję bez konsultacji. Tu nie ma czasu, trzeba działać. Pan dyrektor wskazał to jako sukces i to jest na pewno warte podkreślenia. W tej chwili mamy odczyty od Wód Polskich i IMGW. To jest dla nas bardzo ważne. Czym szerszy obraz zagrożenia i czytelniejszy, tym lepiej dla naszego bezpieczeństwa – mówił Stanisław Sołowiej, główny specjalista ds. zarządzania kryzysowego i ochrony ludności w starostwie powiatowym w Elblągu.

– W moim sercu pojawia się nutka zazdrości. I pojawia się nie od dzisiaj, że te wszystkie strategiczne inwestycje są realizowane w obrębie województwa pomorskiego, a w obrębie województwa warmińsko-mazurskiego, szczególnie w powiecie elbląskim, na Żuławach Elbląskich, w zasadzie nie ma nic. Bronimy Nowego Dworu Gdańskiego i chwała za to, ale co z miastem Elbląg, mającym 130 tysięcy mieszkańców? Broni się samo. Pozwalam tutaj sobie na mały przytyk. Z ciekawością wysłuchałem wypowiedzi pana dyrektora na temat lodołamaczy. Nie wszyscy wiedzą, że ten sprzęt wykorzystywany jest na Wiśle, ale on nie wpłynie na zalew ze względu na głębokość tego akwenu. Bardzo jestem ciekawy, jak będzie chroniona przed zamarzaniem ta droga wodna, łącząca przekop Mierzei Wiślanej z Portem Elbląg – dodaje.

– Rozmawialiśmy o Wyspie Nowakowskiej. To jest obszar poza Elblągiem, który kiedyś był dotknięty powodzią. Wiadomo, że Wody Polskie mają w planie poważną inwestycję na wale czołowym Zalewu Wiślanego, która będzie chroniła Wyspę Nowakowskiego od strony cofki. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy tor wodny tę cofkę zatrzyma. Chyba nie, ale zobaczymy, jak to będzie wyglądało. W tym obszarze chronionym mamy około 354 kilometry wałów przeciwpowodziowych. Ich stan w naszej ocenie, samorządowców, jest w wielu miejscach niestety słaby. Muszę z żalem powiedzieć, że kiedy w 2017 roku mieliśmy przeogromną powódź w naszym powiecie, gdzie wspierało nas około 500 osób, straży pożarnej i wojska, na wałach wyłożono wiele tysięcy worków z piaskiem i do dzisiaj stan tej instalacji bez zmian. Monitorujemy to, oglądamy, ale niestety te odcinki od 2017 roku nie doczekały się poważnych remontów. Wiemy o tym, że tych zadań jest dużo, że te wały muszą być odpowiednio monitorowane i utrzymywane. To jest robione w naszym regionie. Nie możemy powiedzieć, że tutaj są zaniedbania, jeżeli chodzi o pracę Wód Polskich. Ale wiemy doskonale, jaką degradację tych wałów powodują bobry. Wielokrotnie poświęciliśmy spotkania zespołu zarządzania kryzysowego, prosiliśmy naukowców o wsparcie w tym zakresie, zajmujemy się tym od 201o roku, ale na dzień dzisiejszy nie ma efektu – powiedział Sołowiej.

– Ujście Wisły jest jednym z newralgicznych punktów na mapie Polski, jeśli chodzi o zjawiska lodowe. Oczywiście ostatnimi laty obserwujemy tak zwane zmiany klimatyczne i, co za tym idzie, podniesienie się średniej temperatury powietrza. Wszyscy widzimy i czujemy, że zimy bywają łagodne. Powstaje pytanie: czy wobec tego mamy przestać martwic się zatorami lodowymi? W moim odczuciu sytuacja, jaka ma miejsce w tej chwili, czyli sporadyczne zjawiska lodowe, jest, paradoksalnie, trochę trudniejsza, ponieważ w pewnym stopniu wyzbywamy się rutynowego podejścia do tych zagadnień i jeżeli one się zdarzają, są wyzwaniem. Co więcej, sezon sprzed półtora roku pokazał, że w wielu sytuacjach mamy nasilenie pewnych zjawisk, co jest spowodowane właśnie tzw. zmianami klimatycznymi. Wracając do sedna, nie można wydzielać tylko ujścia Wisły, aczkolwiek jest to bardzo specyficzny obszar, gdzie rzeka, przechodząc przez obszar wydarty morzu, dostaje się do Zatoki Gdańskiej sztucznym korytem, wykonanym pod koniec XIX wieku, co zdecydowanie poprawiło sytuację ówczesnym władzom tamtego regionu, jeśli chodzi o powodzie zatorowe. Od tego czasu szczęśliwie nie było sytuacji, kiedy wystąpiłaby powódź. Oczywiście wezbrania miały miejsce i było pewne zagrożenie, natomiast nie wystąpiło zjawisko, które przyniosłoby taką skalę problemu, jak przed wykonaniem przekopu – mówił dr hab. inż. Tomasz Kolerski z Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska Politechniki Gdańskiej.

– Natomiast są inne problemy: nanoszenie rumowiska rzecznego, odkładającego się w tak zwanym stożku usypowym. Całe rumowisko, czyli prowadzony z Wisły materiał mineralny, wpadając do dużego zbiornika, tracąc energię przepływu, po prostu osadza się tam, tworząc mielizny, łachy, później już częściowo zalądowione, czyli wychodzące ponad poziom morza. To konsekwencje tego, że to jest rzeka prowadząca do rumowiska. Jak to się przekłada na zjawisko lodowe? Lód prowadzony rzeką, spływający nią, jest transportowany na powierzchni do momentu, gdy coś go nie zatrzyma. Tym czymś może być właśnie wypłycenie. Rozwiązaniem, czyli neutralizacją tego problemu, jest usunięcie odłożonego rumowiska, co jest skomplikowanym procesem. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, zastosowanym przez RZGW Gdańsk, jest wydłużanie kierownic, czyli ukierunkowywanie nurtu Wisły głębiej w morze i niejako wypłukiwanie odkładającego się rumowiska. Niemniej cały czas jest to problem. W tym miejscu mogą tworzyć się zatory. Cieszy, że inwestycja RZGW, skierowana na zabezpieczenie przeciwpowodziowe, została unaoczniona przez zakup nowoczesnych jednostek, które, pracując w ujściu Wisły, udrożniają ją w tym miejscu. To tak zwana praca liniowa, czyli usuwająca lód, który płynie. Oczywiście gdyby się zatrzymał, a takie sytuacje miały miejsce, może się to zdarzyć choćby na filarach mostowych albo na wypłyceniach, trzeba rozbijać lód, pracując czołowo. Więc lodołamacze bardzo poprawiają nam bezpieczeństwo powodziowe, jeśli chodzi o zatory lodowe, ale nie eliminują ich – dodał Kolerski.

– Jak wspomniałem, te zjawiska będą się powtarzały. Wystarczy kilka dni z dużym mrozem, żeby Zbiornik Wrocławski i potencjalnie inne zbiorniki na Wiśle zamarzały. Później, w przypadku zrzutu lodu, on musi bezpiecznie odpłynąć. To jest właśnie to miejsce, gdzie rzeka spływa do morza, ten punkt newralgiczny. Zabudowa ostrogowa powoduje zwiększenie prędkości przepływu wody w centralnym korycie, co przeciwdziała erozji bocznej. Rzeka nie ma możliwości przesunięcia swojego nurtu, a absolutnie nie chcemy, żeby Wisła wędrowała nam po kraju. Natomiast zawsze pozostaje aspekt erozji wgłębnej. Nie ma od tego ucieczki – podsumował.

Forum Morskie Radia Gdańsk to projekt, na który składa się cykl debat i audycji, poświęconych szeroko rozumianej gospodarce morskiej. Wzorem pierwszej edycji, przeprowadzonej w 2021 r., rozgłośni udało się pozyskać do współpracy wielu partnerów merytorycznych oraz uzyskać honorowy patronat premiera Mateusza Morawieckiego.

– Szeroko rozumiana tematyka morska to jeden z najważniejszych elementów gospodarki i życia społecznego nie tylko na Pomorzu, ale również w całej Polsce. To także jeden z głównych tematów wielu audycji Radia Gdańsk. Morze to jedna z naszych tematycznych specjalizacji. „Nosimy morze w naszych sercach”: pod tymi słowami z naszego radiowego spotu zapewne mogłoby się podpisać wielu z Państwa – mówi dr Adam Chmielecki, prezes i redaktor naczelny Radia Gdańsk.

– Postanowiliśmy zaprosić do wspólnej debaty o przyszłości gospodarki morskiej decydentów, przedstawicieli pracodawców i pracowników, ekspertów, naukowców i pasjonatów. Tematów do dyskusji nie zabraknie, bo przecież szeroko rozumiane sprawy morskie to przemysł okrętowy, działalność portów, bezpieczeństwo i marynarka wojenna, energetyka morska, offshore, rekreacja, turystyka i wiele więcej. Szeroka i pozytywna odpowiedź na naszą inicjatywę pokazuje, że w branży morskiej istnieje potrzeba pogłębionej i merytorycznej debaty. Inicjowanie i organizowanie takiej debaty uznajemy w Radiu Gdańsk za jeden z elementów misji mediów publicznych, zwłaszcza tu, na Pomorzu – dodaje dr Adam Chmielecki.

Partnerzy II Forum Morskiego Radia Gdańsk to: partner generalny – Polski Koncern Naftowy Orlen, partnerzy główni – PGE Baltica, Port Gdańsk, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, Port Gdynia, Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Port Szczecin-Świnoujście, Urząd Morski w Gdyni, Centralny Port Komunikacyjny.

mk/mm/raf/MarWer

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj