Podczas piątej fali COVID-19 mogło być pięć razy więcej zakażeń, niż podają oficjalne dane

(Fot. Pixabay)

Liczby zachorowań, jakie były podawane podczas piątej fali COVID-19, mogły być pięciokrotnie niedoszacowane – wskazał dr Paweł Zmora, wirusolog. Ekspert ocenił, że wynikało to między innymi z samodzielnego testowania się przez chorych.

Do kwietnia na mocy porozumienia naukowcy z Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu (ICHB PAN) i specjaliści z samorządowej spółki wodociągowej Aquanet monitorowali obecność koronawirusa w poznańskim systemie kanalizacyjnym.

Dr Paweł Zmora, kierownik Zakładu Wirusologii Molekularnej Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu, przyznał, że przeprowadzone badania wykazały, iż faktyczna liczba zachorowań na COVID-19 była wyższa niż podawana w oficjalnych statystykach. – Według naszych obliczeń liczby zachorowań, jakie były podawane podczas piątej fali COVID-19, mogły być co najmniej pięciokrotnie niedoszacowane – podkreślił.

LICZBY NIE ODDAWAŁY RZECZYWISTEJ SKALI

Wirusolog wyjaśnił, że przełożenie dokładnej liczby zachorowań z konkretnego dnia na ilość RNA koronawirusa w ściekach jest trudne. – Ale możemy odnieść to do poziomu, który obserwowaliśmy wcześniej. Stężenie wirusa SARS-CoV-2 w ściekach podczas piątej fali pandemii było pięciokrotnie wyższe niż podczas czwartej fali. To pokazuje, że liczba osób zakażonych SARS-CoV-2 była zdecydowanie wyższa niż raportowano. W szczycie czwartej fali mówiliśmy o około 20-30 tys. zakażeń dziennie, podczas piątej fali o maksymalnie 50 tys., a twarde dane, które mieliśmy, pokazywały, że tego wirusa było zdecydowanie więcej. Także podawane liczby nowych zachorowań nie odzwierciedlały prawdziwej skali pandemii COVID-19 – zaznaczył.

Ekspert ocenił, że wskazane niedoszacowanie wynikało ze stosunkowo niewielkiej liczby testów, wykonywanych w centrach diagnostycznych. – A po części spowodowane było to tym, że Polacy zdecydowali się na samodzielne diagnozy przy wykorzystaniu testów dostępnych w aptekach czy sklepach. Obawiam się, że dzieje się tak dalej. Prawidłowe pobranie wymazu i wykonanie testu to nie jest prosta sprawa i bardzo często można uzyskać wyniki fałszywie ujemne, które dają nam złudną nadzieję, że wszystko jest w porządku, a w rzeczywistości możemy być zakażeni patogenem. Jeżeli jesteśmy chorzy, to przede wszystkim zostańmy w domu, nie rozprzestrzeniajmy wirusów czy bakterii, skontaktujmy się z lekarzem i pozwólmy zrobić testy osobom, które się na tym znają – zaapelował.

Wirusolog nie wykluczył również, że w najbliższym jesienno-zimowym okresie zachorowań będzie wykonywanych zbyt mało testów w kierunku COVID-19. – Obawiam się, że po raz kolejny dane dotyczące zachorowań na COVID-19 będą niedoszacowane. Stąd tak ważne są takie analizy, jak ta prowadzona ostatnio przez ICHB PAN razem z Aquanetem – powiedział.

TENDENCJA SPADKOWA, ALE NIE JEST JESZCZE IDEALNIE

Krzysztof Maciołek, prezes spółki Aquanet Laboratorium, przekazał, że obecnie firma we własnym zakresie kontynuuje monitoring poziomu wirusa SARS-CoV-2 w poznańskim systemie odprowadzania nieczystości. Jak wskazał, według badań w drugiej połowie maja ilość RNA wirusa SARS-CoV-2 w poznańskich ściekach była zbliżona do stanu notowanego pod koniec grudnia zeszłego roku, kiedy to w mieście diagnozowano około 450 nowych zakażeń koronawirusem dziennie.

– Od marca jest wyraźna tendencja spadkowa, ale jest jeszcze bardzo daleko do sytuacji, w której RNA wirusa będzie niestwierdzalne lub stwierdzalne w bardzo ograniczonych ilościach, jak było na przełomie czerwca i lipca zeszłego roku – powiedział.

PAP/MarWer

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj