Śląsk znakomicie otworzył mecz. Z dystansu trafiali reprezentanci Polski – Błażej Kulikowski i Jakub Nizioł. Potem jednak passa się skończyła i wynik po stronie Arki otworzył Michael Okauru – wrócił do gry po kontuzji, która uniemożliwiła mu grę w poniedziałkowym, zwycięskim meczu. Potem wynik znowu się rozjechał, co było efektem skutecznych zbiórek gości na atakowanej tablicy.
Wynik 8:19 nie wyglądał dobrze, podobnie jak gra Gdynian. Miarą niedyspozycji w tym fragmencie był nieudany wsad Milana Babitcha w sytuacji sam na sam z obręczą. Pierwsza kwarta dla Śląska 23:15.
Około 30-procentowa skuteczność Gdynian z gry wobec 50-procentowej skuteczności Wrocławian sprawiała, że ich przewaga utrzymywała się na poziomie dwucyfrowym. W połowie drugiej kwarty było 20:35. Brakowało celnych rzutów za trzy. Pierwszych 13 prób było nieudanych. Skuteczność z rzutów wolnych równie kompromitująca – zaledwie 7/13, czyli niewiele ponad 50-procentowa.
Wobec takich statystyk wynik po pierwszej połowie absolutnie nieprzypadkowy – 31:43.
KURACJA WSTRZĄSOWA W SZATNI
Znakomite otwarcie drugiej połowy pozwoliło zejść na -5. Goście gubili się, nie trafiali, popełnili błąd 24 sekund, ale Gdynianom wciąż brakowało celnych rzutów z dystansu. Pierwszym, który przełamał się, był Jarosław Zyskowski. Po kolejnej trójce Jakuba Garbacza w połowie trzeciej kwarty mieliśmy już tylko 4 punkty straty.
W trzeciej kwarcie Arka odrobiła 9 z 12 punktów i przed ostatnią był wciąż niekorzystny wynik, ale już tylko 55:58.
Po udanej akcji Okauru było już tylko -1 i posiadanie, a zatem szansa na pierwsze prowadzenie w meczu. Na korzystny wynik musieliśmy jednak poczekać. Po rzutach wolnych Ljubicića w 33. minucie mieliśmy remis 62:62. Po chwili Okauru dał Arce pierwsze prowadzenie 64:62 oraz zapewnił wiatr w żagle. Śląsk nie dał się jednak zdmuchnąć. Skrzydła podciął kolegom Barbitch, który popełnił nie pierwszy widowiskowy błąd, podając piłkę rywalom. Na 4 minuty przed końcem Francuz przywrócił Arce dwupunktową przewagę. Po rzucie z dystansu Nuneza goście wyszli na prowadzenie i wymiana ciosów, choć to tylko koszykówka, trwała w najlepsze.
Na 100 sekund przed końcem Śląsk prowadził 76:73. Po rzucie Barretta tylko 76:75. Po rzucie za trzy Amerykanina był remis 78:78 i posiadanie, którego ani Barrett, ani Łaczyński nie zdołali zwieńczyć zwycięską akcją. Goście mieli 1,5 sekundy by wygrać, ale Niziol nie trafił i potrzebna była dogrywka.
DOGRYWKA
W dogrywce dwa razy spod kosza pomylił się Zyskowski, z dystansu dwa razy nie trafił Łączyński, ale po rzucie Barretta mieliśmy remis po 84 i po błędzie Nizioła 24 sekund na akcję meczową. Tym razem Barbitch już nie zawiódł i na 2 sekundy przed końcową syreną trafił spod kosza. Nunez też trafił, ale okazało się, że po czasie. Arka wygrała 86:84, wyrównała stan play off na 2:2 i po awans pojedzie w sobotę do Wrocławia.
Włodzimierz Machnikowski/mk








