Gdańsk jest kolejnym po Sopocie miastem na Pomorzu, które przyjęło apel przeciwko nienawiści i dyskryminacji. Decyzja radnych nie była jednak jednomyślna. W dokumencie zaapelowano o odpowiedzialność za słowo i stanowczą reakcję na zachowania motywowane nienawiścią. Dyskutowali o tym goście Joanny Stankiewicz w audycji „Strefa Samorządowa”.
– W ostatnich tygodniach, miesiącach jesteśmy świadkami wzmożonej liczby ataków na tle narodowościowym. Nie tylko na Ukraińców, ale na wszystkich, którzy posługują się językiem słowiańskim innym niż polski. Nie możemy być obojętni – powiedział współautor apelu, radny Marcin Makowski z klubu Wszystko dla Gdańska.
Radna Kamila Błaszczyk z Koalicji Obywatelskiej dodała, że „coś trzeba zrobić”. – Nawet jeżeli tylko jedna osoba miałaby się nad tym zastanowić, ponieść jakąś refleksję, to myślę, że warto reagować. Nie możemy być obojętni, bo jeżeli będziemy obojętni, to doprowadzimy do takiej sytuacji, jak w latach 30. w Niemczech – stwierdziła.
Apel nie został przyjęty jednogłośnie. Przeciw zagłosowało sześcioro radnych klubu Prawa i Sprawiedliwości. – Uznaliśmy, że to jest niepotrzebny w tym miejscu apel. To sprawia wrażenie, że rzeczywiście Polacy stają się jakimiś rasistami. Powinniśmy mieć szacunek dla gości, ale również goście powinni mieć szacunek do samych siebie – argumentował Kazimierz Koralewski z Prawa i Sprawiedliwości.
Posłuchaj audycji:
Joanna Stankiewicz/SG








