Widmo utraty dofinansowania, milionowe straty i ryzyko sądowej batalii. Przyszłość modernizacji ul. Wiczlińskiej w Gdyni stoi pod znakiem zapytania. Temat rozgrzał do czerwoności dyskusję w audycji „Strefa Samorządowa”.
Sprawa dotyczy ustaleń między samorządem a firmą odpowiedzialną za prace drogowe. Według informacji ujawnionych przez radnego Jakuba Ubycha, władze Gdyni miały zadeklarować wykonawcy dodatkowe 3 mln zł za przyspieszenie inwestycji, po czym wycofały się z obietnicy.
– Jaki jest efekt? Wykonawca ściągnął część swoich zasobów. Piątego września, czyli jutro, droga powinna być w pełni otwarta, a będzie od siódmego tylko na małym fragmencie. Potężna część dzielnicy zostanie bez komunikacji miejskiej. Nikt nie wie, jaki jest realny termin końca inwestycji, bo tych dat jest mnóstwo – podkreślał Jakub Ubych.
RADNI ŻĄDAJĄ WYJAŚNIEŃ
Sytuacja budzi niepokój przedstawicieli różnych opcji politycznych w gdyńskiej radzie miasta.
– Jeśli rzeczywiście z jednej strony mamy podpisane zobowiązania ze strony miasta, z drugiej strony wyparcie się tego zobowiązania po realizacji jakiejś części działań, to rzeczywiście jest to sprawa, której trzeba się przyjrzeć – mówił Łukasz Piesiewicz z klubu Koalicji Obywatelskiej.
Na problem wiarygodności samorządu w relacjach z biznesem zwracał uwagę również Marek Dudziński z Prawa i Sprawiedliwości: – W jakim świetle to stawia nasze miasto, jeżeli chodzi o współpracę z innymi wykonawcami, podmiotami, dostawcami?
STANOWISKO URZĘDU MIASTA
Gdynia odpiera zarzuty i tłumaczy, że decyzja miała podstawy formalne. Według magistratu pierwsze pismo w sprawie przekazania dodatkowych środków za przyspieszenie prac nie spełniało wymogów prawnych. Z tego powodu prezydent miasta po dwóch miesiącach oświadczyła, że wykonawca nie otrzyma wnioskowanych funduszy.
Posłuchaj audycji:
Joanna Stankiewicz/SG








