Modernizacja ulicy Wiczlińskiej w gdyńskim Wiczlinie wzbudza kolejne kontrowersje. Jak twierdzi radny miasta Jakub Ubych, z dokumentów, do których dotarł, wynika, że władze Gdyni wprowadziły wykonawcę inwestycji w błąd i naraziły go na milionowe straty.
Warto przypomnieć, że przed wakacjami zdecydowano się zamknąć modernizowany odcinek trasy. Takie kroki podjęto z konieczności ukończenia prac jeszcze w tym roku. W innym wypadku miasto utraci dofinansowanie inwestycji. Nie pomogły nawet protesty mieszkańców. Zdaniem radnego Ubycha sytuacja jest skandaliczna.
– Przez cały maj trwały spotkania między miastem Gdynia a wykonawcą. Ustalono na nich, że wykonawca otrzyma trzy miliony złotych za zintensyfikowanie prac. Chodziło o rozszerzenie ich o weekendy i drugie zmiany. Zostało to potwierdzone dwoma pismami, w tym jednym kluczowym na początku czerwca. Po dwóch miesiącach trwania intensywniejszych prac prezydent Gdyni wysłała pismo, w którym widać, że zorientowała się, iż obietnice były niezgodne z umową. Na początku sierpnia powiedziała wykonawcy, że nie wypłaci mu pieniędzy za nawet już wykonane dodatkowe prace. Wygląda na to, że sytuacja skończy się w sądzie, a miasto finalnie zapłaci więce, niż było w planach – mówi radny.
„PISMO NIE SPEŁNIA WYMOGÓW FORMALNYCH”
Tomasz Złotoś, rzecznik Urzędu Miasta Gdyni, potwierdził, że na początku czerwca ówczesny dyrektor do spraw inwestycji Urzędu Miasta wysłał do wykonawcy pismo, w którym rzeczywiście między innymi była obietnica wypłaty 3 milionów złotych za zintensyfikowanie prac.
– To pismo nie spełnia jednak wymogów formalnych. Jest niezgodne z Prawem zamówień publicznych. Nie było opinii prawnika, pismo nie miało kontrasygnaty skarbnika. Nie można przecież ot tak wydać sobie trzech milionów z publicznych pieniędzy. Stąd potem właśnie pismo już bezpośrednio od pani prezydent, że wykonawca tych pieniędzy od miasta nie może dostać, gdyż umowa i Prawo zamówień publicznych takiej formuły nie przewidują – przekazał.
Dodał, że wykonawca może oszacować koszty, które poniósł w związku z intensyfikacją prac i może tę sprawę skierować do sądu. – Jeżeli sąd orzeknie, że te pieniądze mu się należą, to oczywiście zostaną mu wypłacone – tłumaczył.
Na pytanie, czy urzędnicy nie obawiają się, że wykonawcy innych miejskich inwestycji nie będą wierzyć w oficjalne pisma od miasta, odpowiedział: „Wierzymy, że inni wykonawcy też czytają uważnie pisma, sprawdzają ich zgodność z prawem. Nie, nie mam takich obaw.”
Posłuchaj materiału naszego reportera:
Marcin Lange/kkk








