To była największa wyborcza niespodzianka. Rozpisywały się o niej media na całym świecie. Mowa oczywiście o zwycięstwie Roberta Biedronia w wyborach na prezydenta Słupska. Jaki to może być rok dla miasta, które w ostatnich latach było targane konfliktami? Według wielu komentatorów w nadchodzącym roku całkowicie może zmienić się sposób zarządzania miastem. W założeniu Słupsk Biedronia nie będzie miał nic wspólnego ze Słupskiem Kobylińskiego. – Większa transparentność i przejrzystość, konieczność „przewietrzenia” niektórych urzędów. Musimy doprowadzić do ich odpolitycznienia i odpartyjnienia, przygotowanie bilansu otwarcia, w którym podsumujemy dotychczasowe rządy i postaramy się wyciągnąć wnioski na przyszłość, zapowiadał tuż po wyborach Robert Biedroń. I jak zapowiedział, tak zrobił.
Nowy prezydent Słupska niemal od razu zlecił szefowi swojego gabinetu Marcinowi Anaszewiczowi test kompetencji pracowników. Niektórzy członkowie kadry zarządczej go nie przeszli i już są poszukiwani ich następcy. Jednak nawet najlepiej pracujący urząd może nic nie zdziałać, jeśli nie będzie miał wsparcia w radzie miejskiej, a ta w Słupsku zdominowana jest przez konkurencyjne ugrupowania. I to największe wyzwanie, przed którym w 2015 roku stanie Biedroń. Wydaje się jednak, że zapału do szukania porozumienia mu nie zabraknie. Jeśli uda mu się przeprowadzić realną zmianę w Słupsku, czyli jak sam stwierdził, „zrobić coś fajnego”, to drzwi do dalszej politycznej kariery będą stały przed nim otworem.







