Już gołym okiem widać, że najwięcej jest opakowań papierowych, kartonów i tzw. plastików. Na pokładzie jest ponad 160 osób.To bez wątpienia ma wpływ na ilość makulatury i innych odpadków, ale na pewno nikt nie wyrzuca butelek za burtę – Dar ma własną mini spalarnię i zgniatarkę śmieci.
Na pewno wszystkie dozwolone śmieci można częściowo palić w maszynie, ale wszystkiego spalić się nie da. Już w dwa dni po wypłynięciu z Kopenhagi prawie wszystkie kubły, a jest ich kilkanaście, były w połowie zapełnione. Stoją na najwyższym pokładzie, gdzie wejście wymaga nie lada sztuki. Śmieci wynosi się w workach.
ŻELAZNE ZASADY
Uczniowie i uczestnicy rejsu podczas wachty w pentrach czy w messie studenckiej bądź załogowej pod zlewami mają ustawione wiadra – cztery lub pięć. Na każdym jest napis, co wrzucamy: glass, plastic, organic, paper, others. Mocno tego przestrzegają. Nawet zwracają uwagę i zaglądają, gdy mają wątpliwości, że pod zlewem ktoś pomylił kubły. Ostatnio byłam świadkiem prawie naukowej dyskusji, do którego kubła wrzucić torebki po herbacie. Wyszło, że do „food”, ale pod zlewem takiego nie było. Trafiły więc do „others”.
Fot. Radio Gdańsk/Anna Rębas
ŚMIECI NA NAJWYŻSZEJ NADBUDÓWCE
Gdy kubły są pełne, trafiają do plastikowych śmietników, ustawionych w rzędzie na pierwszej najwyższej nadbudówce. To tam trafiłam na wielkie zamiatanie i sprzątanie. Przewodnikiem po śmietniku na żaglowcu był instruktor trzeciej wachty – pan Michał.
GDZIE WYRZUCAĆ ROZDROBNIONE SZKŁO?
Kiedy Dar zacumował w Stavanger, bardzo szybko na nabrzeże wjechała śmieciarka Opróżnianie kubłów poszło migiem. Wszyscy wiedzieli, co należy do ich obowiązków. Potem przez dwa dni kontener stał na nabrzeżu i to właśnie tam trafiały bezpośrednio śmieci z Daru. Teraz aż do Szczecina znowu trzeba składać, zgniatać, segregować. Oczywiście w odległości kilkunastu mil od brzegu można wyrzucać jakieś przerobione mokre resztki z kuchni. Jak się dowiedziałam – nawet rozdrobnione na miał szkło.
Anna Rębas/pOr








