Tradycyjnie w pierwszą sobotę października odbył się Bieg Kociewski z Polpharmą. Starogardzka dycha jest jedną z najstarszych imprez biegowych na Pomorzu i ma za sobą już dwadzieścia siedem edycji. Po kilku latach stagnacji i spadającej frekwencji, organizatorzy postanowili odświeżyć formułę zawodów. Efektem tego było spore zainteresowanie kociewską imprezą. Na starcie biegu głównego stanęło ponad 400 miłośników biegania. Przed nimi, swoje biegowe pięć minut mieli młodsi adepci biegania, którzy rywalizowali na Stadionie Miejskim im. Kazimierza Deyny.
Dorośli uczestnicy Biegu Kociewskiego wystartowali ze starogardzkiego rynku w samo południe. Na szybkiej i atestowanej trasie najlepszy okazał się Kimaiyo Hillary Kiptum, który od drugiego kilometra samodzielnie szybował do mety z wynikiem 29 minut i 27 sekund. Drugim zawodnikiem na mecie był Dmytro Didovodiuk z czasem 30:16, a dwie sekundy później finiszował Emil Dobrowolski.
Wśród pań najszybsza okazała się Olga Ochal z rezultatem 34:07. Na kolejnych miejscach znalazły się Iryna Somara (34:14) oraz Tatiana Vilisova (34:21).
Podczas imprezy funkcjonowało miasteczko biegowe, gdzie na uczestników i mieszkańców czekało wiele atrakcji. Natomiast przez cały dzień wszystkim towarzyszyła polska złota jesień. A jak sama kociewska dycha wyglądała z perspektywy uczestników? Poniżej kilku z nich opowiedziało nam o swoich wrażnieniach z sobotniego biegu.
Bieg Kociewski podobał się bardzo – fajna trasa, super organizacja. Wielki plus za to, że odbył się w sobotę, a nie jak większość imprez w niedzielę. Na minus było to, że nagrody finansowe w klasyfikacji najlepszych Polaków były zdecydowanie niższe, niż w klasyfikacji Open. W przypadku dodawania koszulek do pakietów startowych, powinno podać się nazwę producenta koszulki, w celu odpowiedniego doboru rozmiaru. Natomiast jako całość – Bieg Kociewski jest godny polecenia.

Był to jeden z najszybszych biegów, w którym brałam udział i to bynajmniej nie ze względu na osobisty wynik. Ten akurat był nieplanowanie gorszy niż chciałam, co było spowodowane przeziębieniem, które przytrafiło mi się kilka dni przed zawodami. Mimo to ukończyłam bieg z dobrym nastrojem, choć w międzyczasie zdążyłam nawet zejść z trasy przed szóstym kilometrem i odwiązać chip.
Jako, że nie znałam krótszej drogi powrotnej, założyłam chip z powrotem i potruchtałam spokojnie do mety. A dlaczego więc najszybszy bieg? Nigdy nie startowałam w tak kameralnym gronie, a zarazem z tak liczną, mocną czołówką – pochodzących z Polski i ze świata. Chcąc biec na 44-45 minut, stałam blisko nich, ponieważ czas był mierzony tylko netto. To było wyjątkowe uczucie, być tak blisko linii startowej, mając tuż przed sobą profesjonalnych zawodników. Podczas sobotnich zawodów nawet pogoda dopisała! Było w sam raz, a nawet trochę… za gorąco.
To, co najbardziej mi się podobało, to przede wszystkim trasa, która mogła wydawać się łatwa i szybka, ale na samym początku wita nas prawie dwukilometrowy, delikatny podbieg (osobiście uwielbiam takie smaczki, które wzmacniają głowę). Na trasie mnóstwo kibicujących mieszkańców – to urocze, gdy nagrywają Cię i robią zdjęcia aparatem starsze małżeństwa, a małe dzieci w trampkach, na rowerkach czy też prosto z podwórka krzyczą, klaszczą i podbiegają po zbicie piątki.
Bardzo lubię biegi, które kończą się na stadionie. Osobiście jest to dla mnie niezwykle sentymentalne miejsce, jeśli chodzi o początki mojego biegania. Dodatkowo tartan dodaje mocy niejednemu biegaczowi, który spieszy prosto do mety! A po zawodach czekało losowanie nagród, podczas którego liczyła się obecność i pilnowanie swojego numeru startowego.
Zdecydowanie polecam tę imprezę. Jedyne, co bym zmieniła, to system działania depozytu. Wypisywanie karteczek według liczby porządkowej, a nie numeru startowego, było trochę uciążliwe. Natomiast otrzymywanie kartki z numerem, którą trzeba sobie gdzieś schować na czas biegu, może wydawać się nie najlepszym rozwiązaniem. Do tego dochodziło do pomyłek podczas oddawania rzeczy, a to jest już stresujące.
Bieg bardzo mi się podobał i z całą pewnością poleciłabym go innym biegaczom ze względu na wspaniałą atmosferę, bogaty pakiet startowy oraz samą możliwość uczestnictwa w imprezie z bogatymi tradycjami. Zmieniłabym oznaczenie trasy w okolicach stadionu, czyli kilkaset metrów przed metą, bo przyznam, że gdyby nie pomocni wolontariusze, to łatwo można było się pomylić i niewłaściwe skręcić. Poza tym organizacyjnie – rewelacja.

Ogólnie Bieg Kociewski nie różnił się niczym innym, od innych biegów ulicznych. Pewnie każdy start jest lepszy od najlepszego treningu, tylko można się czasem zdziwić profilem trasy. Po biegu rozmawiając z zawodnikami, niektórzy byli zaskoczeni tym, że trasa najszybsza na Pomorzu, wcale nie okazała się taka szybka. Zmienić można byłoby jedną rzecz – nagrody. Po sobotnich wynikach można zauważyć, iż nagrody finansowe przyciągnęły obcokrajowców, a najlepsi Polacy dostali dość śmieszne pieniądze. Gdyby dla najlepszego Polaka była nagroda o wartości 1000 zł, a w Open 300 zł /200 zł /100 zł, to zagraniczni biegacze, raczej nie pojawiliby się w Starogardzie Gdańskim. Pamiętajmy, żeby wspierać swoich zawodników.

Impreza podobała mi się bardzo – chociaż był to najbardziej kameralny bieg w jakim brałam udział. Organizacja, bezpieczeństwo i trasa były przygotowane na bardzo wysokim poziomie. Do tego nagrody dla uczestników były niezwykle cenne, a statystyka wygranej sprzyjała uczestnikom. Wszystko działało sprawnie i bezproblemowo, a sama meta z finiszem na bieżni to było naprawdę coś wyjątkowego. Zawody polecałabym zwłaszcza tym osobom, którzy mieszkają w okolicach i nigdy nie uczestniczyli w biegu ulicznym.
Pochodzę z okolic Starogardu Gdańskiego, więc poproszono mnie o wsparcie imprezy. Nie wahałam się ani chwili, aby zostać Ambasadorem 27. Biegu Kociewskiego. Chociaż nie mam wybitnie dobrej kondycji, to jednak pobiegłam, aby pokazać ludziom, że każdy z nas może zacząć swoją przygodę ze sportem.
Bieg Kociewski przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Organizacja była na bardzo dobrym poziomie, trasa idealna do czerpania radości z biegu i pobijania swoich życiowek. Całokształt biegu był na bardzo wysokim poziomie, przyjechało wielu dobrych biegaczy, którzy stoczyli piękną walkę o podium. Nagrody za pierwsze miejsca były niezwykle wysokie, losowanie zorganizowane na najwyższym poziomie – jednym słowem szybko, z radością i dużą ilością sponsorów. Może jedynie wadą było to, że czas liczony był netto, gdyż na starcie nie było maty. Jako Ambasadorka z dumą polecam wszystkim Bieg Kociewski, którzy zamierzają w przyszłości zaliczyć dychę w stolicy Kociewia. Wielkie brawa dla Starogardu.

Bieg Kociewski był w tym roku zorganizowany bardzo dobrze – dopisała również pogoda jak i wspaniali kibice. Trasa, która posiadała atest, była dość szybka. Poziom biegu był bardzo wysoki, przyjechała czołówka polskich jak i zagranicznych zawodników. Bieg polecałbym wszystkim miłośnikom biegania. W przyszłości zmieniłbym dwie rzeczy – między innymi opłatę startową jak i pomiar czasu, ponieważ zabrakło maty na starcie i pomiar był brutto.
Ambasadorem zdecydowałem się zostać, gdyż zakochałem się w bieganiu i chcę nadal zarażać ludzi sportowym trybem życia. Poza tym głównym aspektem było to, że Starogard Gdański jest moim miastem i z dumą reprezentuję je na każdych zawodach.
Maciej Gach








