Lechia rzutem na taśmę zapewnia sobie remis we Wrocławiu ze Śląskiem 1:1. Remis zasłużony, który zapamiętamy z kilku dogodnych sytuacji Zwolińskiego z pierwszej i kolejnych klarownych Diabate z drugiej połowy. 96 minut rozegrane we Wrocławiu dostarczyło wielu wniosków, które postaramy się wyłożyć maksymalnie precyzyjnie.
Pierwszy z nich dotyczy Zlatana Alomerovicia – nie jest nieomylny, łapie kolejną już zadyszkę, tym razem skutkującą utratą gola. Wyplucie piłki zdemaskowała powtórka telewizyjna Canal +, której z wcześniejszego ujęcia nie widzieliśmy. Jeśli więc przypomnieć sobie niedoszłego gola Wisły Płock po innym wypuszczeniu piłki, coraz silniejsze stają się głosy wołające o powrót do bramki Dusana Kuciaka. Bilans Serba to świetna inauguracja, potem przyzwoity mecz, acz z błędami z Nafciarzami, oraz wyraźnie zawalony gol ze Śląskiem, przykrywający również poprawny występ.
CZY ZAŁATALI OBRONĘ?
Z prawej strony eksperymentalnie zagrał Żukowski i należy uczciwie powtarzać, że nie jest to jego wiodące środowisko, co dla tak młodego zawodnika było w niedzielę dodatkowym wyzwaniem. Czy wywiązał się należycie? Niczego nie popsuł spektakularnie, ale też nie dał zbyt wiele w ataku, czym przecież miał błyszczeć w tym występie.
ŚRODEK NIE TAKI ZŁY
Utyskiwano na brak dziesiątki, na mało kreowania w środku pola, na surowych w rozegraniu Makowskiego i Kubickiego. We Wrocławiu było pod tym względem całkiem nieźle. Raz, że szybko, dwa że bardziej niekonwencjonalnie i kombinacyjnie, a trzy, że to po prostu napędzało to ataki. Z tej roli na pewno wywiązali się zarówno Kubicki jak i Makowski, przy czym oczywiście podwójnie należy wyróżnić tego drugiego – za gola, wiele odbiorów (wślizg na Piaseckim najwyższych lotów) i kilka dobrych decyzji w okolicach pola karnego rywala. Najbardziej dyskretny był w tym wszystkim Gajos, którego trudno jednoznacznie zrecenzować.
SKRZYDŁA DAJĄ SIŁĘ
Potwierdziło się, że siłą Lechii są skrzydła. Durmus wprowadził się szybciej niż się spodziewano. Potrafi strzelić, obsłużyć podaniem, ma szybkość przy dryblingu i technikę użytkową. Szkoda, że jeszcze nie do końca jego walory udaje się wykorzystać w grze kombinacyjnej, bo przyniosłoby to jeszcze więcej korzyści. Nie mniejszym wsparciem był Ceesay. Cieszy, że nie ma dla niego straconych piłek, a każda sposobność do zdobycia kilkunastu metrów, wiąże się z pójściem w dynamiczny drybling, zazwyczaj z korzyścią dla zespołu.
NIESKUTECZNOŚĆ RAZI
W naszej opinii zbyt długo na murawie przebywał Łukasz Zwoliński. Zablokował się i to już jest problem, który sam napastnik dostrzega. Pudło z karnego, pudło głową raz, pudło głową ponownie – trochę tego za dużo. Zmieniający go Sezonienko też nie trafił po świetnym zagraniu Flavio, ale właśnie… Portugalczyk nawet mając zaledwie te kilkanaście minut wyglądał dużo bardziej przekonująco i bliski był wpisania się na listę, ale Szromnik połapał się w niecnych zamiarach.
DIABATE – OCENA
W sobotę więcej, bo aż 25 minut dostał Diabate. Bilans Malijczyka to strata piłki, zły wyrzut z autu, niecelny strzał z główki po rzucie rożnym. Potem kolejna niewykorzystana główka i do trzech razy sztuka – pudło z nogi z rożnego. Trzeba mu oddać – potrafi wyjść szybko na pozycję, błyskawicznie znaleźć miejsce do podania, szuka też gry kombinacyjnej, ale gdy ma puentować, zagrzewa się do czerwoności.
Generalnie remis 1:1 we Wrocławiu można odebrać pozytywnie, tym bardziej, że Śląsk imponuje w europejskich pucharach i długo utrzymywał korzystny wynik. Cieszy decyzyjność Piotra Stokowca – w poszukiwaniu stylu, pokusił się o pięć zmian, choć pewnie zmiennicy chcieliby więcej uzyskać ze swoich występów. Kolejki ligowe nie kłamią – brak porażki to też jest mały plus, dający ma razie stabilną 7. pozycję kontrolującą część stawki znajdującą się wyżej.







