Od czterech lat pomagają Ukrainie. I – jak mówią – będą jeździć do końca wojny. Nazywają siebie długodystansowcami. Cztery lata temu zaczynali od robienia kanapek i wożenia ich na granicę. Fundacja „Zupa na Monciaku” dziś kanapek już nie przewozi. Czasem zabiera ciasta od trójmiejskich cukierników albo rogaliki z dżemem dla żołnierzy.
– Przygotowaliśmy kilkaset lunch-boxów dla dzieci, zabraliśmy herbatę i pojechałam na granicę z Ukraińcami z Gdańska. Jeździliśmy co tydzień – z kocami, jajkami niespodziankami dla dzieci, a później z darami, które najpierw przekazywaliśmy na granicy podczas okupacji obwodu kijowskiego. Z czasem zaczęliśmy jeździć sami i dostarczaliśmy pomoc blisko frontu – opowiada Ola Kamińska, prezeska fundacji.
W czerwcu 2022 roku po raz pierwszy dotarli z pomocą do okupowanego wówczas Chersonia. Dziś wiozą m.in. generatory prądu, opony do samochodów, materiały opatrunkowe, koce, śpiwory, leki i żywność.
Posłuchaj reportażu Anny Rębas „Zdążyć z pomocą”:
Razem z Olą jeżdżą jej znajomi, przyjaciele, wolontariusze, ale także osoby, które wcześniej nic nie wiedziały o tej formie pomocy. Kilkadziesiąt razy uczestniczyli już w konwojach humanitarnych z Gdańska na Ukrainę. Są też tacy, którzy jadą po raz pierwszy.

Tym razem pomoc ponownie udało się zorganizować dzięki wpłatom osób prywatnych i firm. Na wschód wyruszyło dziesięć busów wypełnionych darami. Dojadą do Lwowa, a dalej pomoc rozwiezie już tylko Ola. Tym razem chce dotrzeć do obwodów: kijowskiego, sumskiego, donieckiego, charkowskiego i dniepropietrowskiego.
Wielu kierowców, którzy zgłosili się na wyjazd, o całej akcji dowiedziało się z mediów społecznościowych. Część usłyszała o konwoju podczas niedzielnej mszy w Kościele św. Jana w Gdańsku, gdzie ksiądz Krzysztof Niedałtowski co tydzień informuje o zbiórce na Ukrainę.

– Aleksandra Kamińska robi coś niezwykłego. Tacy ludzie są potrzebni, by motywować innych do czynienia dobra. A realna pomoc daje mi ogromną satysfakcję – przyznaje Michał Urbanowicz z Gdańska, jeden z uczestników konwoju.
W konwoju jedzie także Wiktoria Sulima, Ukrainka z Dniepra. Od sześciu lat mieszka w Polsce. Wcześniej jeździła sama, ale jej bus po prostu się rozpadł.
– Ktoś musi pomagać. Ukraińcy mówią, że konwojów z pomocą jest coraz mniej. Na szczęście „Zupa na Monciaku” systematycznie ją organizuje – dodaje Paweł Meisner z Gdańska.

W pomoc włącza się także Marek Kaszewski, prawnik z Trójmiasta.
– Żołnierze na ukraińskim froncie walczą także za nas. Gdy wojna wybuchła, byłem zszokowany, że dzieje się to tak blisko naszej granicy. Naszym obowiązkiem jest wspieranie Ukraińców – z potrzeby serca i w naszym własnym interesie – podkreśla.

Beata Pawlik ze Stowarzyszenia Edukatorów i Terapeutów „Zaczarowani” prowadzi w Koleczkowie schronisko dla osób w kryzysie bezdomności. Placówka po raz kolejny przygotowała dary dla Ukrainy. Jak przekazała Martyna Nagórska, wolontariuszka fundacji „Zupa na Monciaku”, pomoc trafiła m.in. do ludności cywilnej pod Kijowem.
– Chcemy wyposażyć dużą ogrzewalnię dla ludzi. Panuje tam ogromny mróz. Przekażemy ciepłe koce, czajniki elektryczne, zabawki dla dzieci, napoje energetyczne i żywność. Wyjeżdżamy z pomocą mniej więcej co dwa miesiące. Coraz trudniej znaleźć darczyńców i sponsorów, ale pojawiają się też nowe osoby, które chcą pomagać – wskazuje Nagórska.
Anna Rębas/puch








