Wybitni działacze Polonii gdańskiej – kolejarze, urzędnicy, nauczyciele, księża – zginęli za swoją polskość. W lesie na terenie gminy Stegna przed pamiątkowym obeliskiem odbyły się uroczystości upamiętniające bestialską egzekucję sprzed 86 lat.
11 stycznia 1940 roku Niemcy rozstrzelali co najmniej 22 osoby, a 22 marca – kolejnych 67. Ten dzień został nazwany wielkopiątkową egzekucją. Zamordowani byli działaczami Polonii gdańskiej, pracowali jako celnicy, kolejarze, nauczyciele i pocztowcy.
– W momencie ataku stanowili pierwszą linię polskiego oporu – podkreśla wicewojewoda pomorski, Emil Rojek. – Zostali zamordowani ludzie, których jedyną winą było to, że byli Polakami. Dla Niemców byli oni symbolem obecności Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, a oni tego nie chcieli. Niemcy dążyli do tego, żeby wymazać tę polską historię z Gdańska – zaznacza.

– Zostali skazani przez doraźny sąd, na czele którego stał komendant obozu koncentracyjnego KL Stutthof, Max Pauly – mówi dyrektor muzeum Stutthof w Sztutowie, dr hab. Marcin Owsiński. – Polski kolejarz w Wolnym Mieście Gdańsku chodził w polskim mundurze, miał czapkę z orłem, a w świetle umów międzynarodowych, traktatów wersalskich, umów polsko-niemieckich, to Polskie Koleje Państwowe dysponowały siecią kolejową komunikacyjną na terenie Wolnego Miasta Gdańska i to było solą w oku dla wszystkich, którzy na to patrzyli – wyjaśnia.
Tragedię upamiętnia kamień, który został ustawiony w 1991 roku staraniem rodzin. Do czasu egzekucji w samym obozie Stuthoff zginęło około 500 osób, których miejsce spoczynku pozostaje nieznane.

– Przed egzekucją przez wiele miesięcy byli przetrzymywani i maltretowani w niemieckich więzieniach i obozach – dodaje dr hab. Owsiński. – Nie załamali się i powiedzieli, że cały czas chcą pozostać Polakami. Z tej perspektywy ta ofiara 90 osób z tych dwóch egzekucji jest szczególnym przykładem niezłomnej postawy i wytrwania w obliczu wojny, nienawiści – wskazuje dyrektor sztutowskiego muzeum.
– Nie wolno nam o tym zapomnieć – mówiła podczas niedzielnej uroczystości Carola Jensen. Jej babcia straciła tam swojego brata. – Dlatego jestem tutaj. Jan Hallmann, kolejarz, był działaczem w Kolbudach. Od 1935 roku był na liście SS – przypomniała jego historię.
Ofiary pozostawiono w masowej mogile, którą ekshumowano po wojnie. Szczątki zamordowanych złożono na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu na Zaspie w Gdańsku.
Mateusz Czerwiński/mrud








