W Polsce co roku dochodzi do ok. 175 tys. zgonów spowodowanych chorobami układu sercowo-naczyniowego. Czy powinniśmy być tym zaniepokojeni? Na co należy zwracać uwagę? Czy stać nas na zwiększenie finansowania, by zmienić tę sytuację? O to Andrzej Urbański pytał „Gościa Dnia Radia Gdańsk”, którym był prof. Miłosz Jaguszewski z I Katedry i Kliniki Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Początek rozmowy punktualnie o godz. 8:30.
– Dane nie tylko z Polski, ale i Europy, powodują, że w naszych głowach rodzi się znak zapytania i trwoga. W 2019 roku z powodu choroby niedokrwiennej serca zmarło ponad 9 mln pacjentów. Najgorsze jest to, że niestety krzywa jest wznosząca. Z roku na rok liczba pacjentów, którzy umierają z tego powodu, rośnie – przestrzegał prof. Miłosz Jaguszewski.
– Polska jest liderem, jeśli chodzi o leczenie chorób sercowo-naczyniowych, natomiast problem jest globalny. Idziemy do przodu z technologiami, jest duży rozwój w dziedzinie kardiologii. Ale podstawowym problemem cały czas jest edukacja. Mamy zbyt mało czasu dla pacjentów lub problem leży w empatii. Pacjenci boją się przychodzić do lekarza – zauważył. – Pandemia nie pomogła, spowodowała spustoszenie w naszych organizmach. Niestety, skupiliśmy się na problemie głównym, ale stracili na tym pacjenci onkologiczni i kardiologiczni. Przez dłuższy okres nie mieliśmy planowych przyjęć. Nie było innego wyjścia, staraliśmy się postępować optymalnie. Choroby sercowo-naczyniowe czy niewydolność serca były tematami zepchniętymi na bok – dodał.
– Zawał serca powoduje „niehigieniczny” tryb życia, brak kontroli. Wpływ mają czynniki genetyczne. Mamy coraz młodszych pacjentów z zawałami serca. Przede wszystkim czynnikami są używki, palenie papierosów, wysoki poziom cholesterolu, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze – wymieniał kardiolog.
Opowiadał też o checku kardiologicznym. – Polega on na tym, że pacjent przychodzi do lekarza, by sprawdzić się kardiologicznie. Wykonujemy echo serca i podstawowe badania laboratoryjne. Mamy wiele różnych programów zarówno prewencyjnych, jak i dla pacjentów po zawale serca. My, lekarze musimy wyjść do pacjentów. To jest podstawa. W wytycznych zwraca się uwagę na to, że jeśli w populacji dzieje się coś złego, to jest to w dużej mierze nasza wina. My powinniśmy kłaść coraz większy nacisk na edukację – zaznaczył.
– Jeśli lekarz słucha, to jest bardzo dobrze. Istotne jest, żeby wyjaśnić pacjentowi, że nadciśnienie tętnicze nie boli. Wysoki poziom cholesterolu również nie boli. Mamy różne aplikacje, jesteśmy w dobie telemedycyny. Mamy szeroki wachlarz możliwości, tylko musimy je umiejętnie wykorzystywać – stwierdził Gość Dnia. – Pacjent musi zrozumieć, dlaczego musi przyjmować leki. Tu wracamy do punktu wyjścia. To najważniejsza refleksja z naszej rozmowy: my musimy wpłynąć, aby pacjent zrozumiał, dlaczego tak ważna jest regularność terapii i wszystkich elementów, które wpływają na zmianę trybu życia. Po zawale serca pacjent bardzo często musi kompletnie zmienić tryb życia – podkreślił.
– Jestem lekarzem patrzącym szerzej i dla mnie najważniejsze jest to, co potem. Możemy zastosować najnowsze technologie, a jeżeli pacjent nie rozumie, dlaczego musi się leczyć, to nasze postępowanie jest suboptymalne. Jestem współautorem programu, który dotyczy opieki nad pacjentami po zawale serca. Rutynowe, stałe kontrole, sprawdzanie czy pacjent przyjmuje leki, rehabilitacja kardiologiczna to czynniki, o których nie możemy zapomnieć – zaznaczył prof. Jaguszewski. – Pieniądze są zdecydowanie istotne. Większe nakłady na edukację pacjentów to podstawa. Na to, w jaki sposób pacjent postępuje, mogą wpłynąć kampanie medialne. Zdecydowanie jest co robić. Musimy spojrzeć na problem bardziej globalnie. Wkładając dodatkową kwotę do finansowania leczenia czy opieki nad pacjentem, jesteśmy w stanie dużo zaoszczędzić. Ponowne hospitalizacje pacjentów po zawale serca są bardzo drogie – ocenił.
ua/mrud








