Jest alkoholikiem, bo alkoholikiem jest się do końca życia. Tak mówi o sobie 75-letni Ryszard z Gdyni. Nie pije już 40 lat, wcześniej wiele razy bezskutecznie próbował wyrwać się z nałogu. Uratowała go dopiero wiara.
Ryszard mieszka w Chyloni. Gdy zaczął pić alkohol w wieku 17 lat, wydawało mu się, że jest w stanie zapanować nad tym, co robi. Był przekonany, że może w każdej chwili przestać. Jednak gdy miał 20 lat, rodzice zaprowadzili go do psychologa. Okazało się, że jest w drugiej fazie uzależnienia od alkoholu. Przyrzekł sobie wówczas, że udowodni wszystkim swoją siłę. Postarał się nie pić.
– Niestety sam sobie dawałem prawo do picia. 40 lat temu stałem się wrakiem człowieka, staczałem się na dno. Spijałem resztki z kufli, chodziłem po melinach – opowiadał Annie Rębas pan Ryszard.
„ZNÓW UPADŁEM”
Ryszard pamięta swoją wizytę w poradni antyalkoholowej przy ulicy Traugutta w Gdyni. Było z nim coraz gorzej. Otrzymał leki i zastrzyki na uspokojenie, a także poddał się terapii. W 1984 roku w Gdyni pojawiła się grupa Anonimowych Alkoholików Genezis.
– Niestety po czasie znów upadłem. 24 czerwca 1995 roku dotarło do mnie, że jestem alkoholikiem. Sam postawiłem sobie diagnozę. W końcu byłem za coś odpowiedzialny. Wówczas poczułem, że chcę żyć na trzeźwo. Na mojej drodze stanęła pewna pani psycholog. Podarowała mi krzyż. Gdy go trzymałem, zacząłem płakać. Klęczałem i modliłem się, prosząc o kolejny trzeźwy dzień mojego życia. Nauczyłem się tekstu modlitwy. Wybrałem się również z kolegami na pielgrzymkę na Jasną Górę – wskazywał pan Ryszard.
Pan Ryszard razem z kolegami stworzył grupę Boży Cyganie.
Posłuchaj audycji:
mk





