Blisko 2 lata byłem w terapii, leczyłem się farmakologicznie z powodu depresji. Było mi niezwykle trudno powiedzieć o tym głośno rodzinie czy bliskim. Chciałbym przekazać byłym piłkarzom, a przede wszystkim po prostu mężczyznom: nie bójcie się mówić, nie bójcie się prosić o pomoc. Jest jeszcze mnóstwo pięknych lat do przeżycia, mamy dla kogo żyć. Najczarniejszy jest moment, w którym myślisz, żeby cię nie było. Unikajmy tego, bo każdy człowiek ma w sobie wartość, która jest na tym świecie potrzebna – apeluje w poruszającej rozmowie zmagający się m.in z depresją Adam Duda.
Gdy w 2012 roku zdobywał bramki dla Lechii w najwyższej klasie rozgrywkowej, kibice widzieli w nim chłopaka „stąd” – oddanego biało-zielonym barwom. Dla nich był maskotką, pupilkiem, wychowankiem, który jednego dnia strzela gole na wielkim stadionie, drugiego jedzie z kibicami pokrzyczeć na wyjeździe.
W świadomości kibiców zawodnicy z przeszłością w Ekstraklasie są zabezpieczeni finansowo i opływają w dostatek, ale to mit z Instagrama. Jest bowiem część tego środowiska, która nie miała tyle szczęścia, a dziś wstydzi się przyznać. Początek kłopotów Adama Dudy zaczął się już po odejściu z Lechii Gdańsk. – Będąc piłkarzem Ekstraklasy, oczywiście posiadałem pewne oszczędności. Nie byłem osobą rozrzutną, nie interesowały mnie modne ciuchy czy super samochody. Jednak po odejściu z Lechii podpisałem trzyletni kontrakt z Widzewem Łódź. Przez pierwsze pół roku było to jeszcze do zniesienia, ale przez kolejne pół roku nie dostałem ani złotówki. Z tych oszczędności musiałem się utrzymać, spłacać kredyt na mieszkanie. Klub po roku zgłosił upadłość, a ja zaległych wypłat nie otrzymałem do dziś – wspomina były napastnik.
KOSZTY WALKI O POWRÓT
Potem były bezskuteczne próby powrotu do grania na wysokim poziomie. Inwestycje w treningi personalne, pracę z psychologiem, co przekładało się na dobre występy, ale w półamatorskich klubach. Nie pomogła bardzo duża wrażliwość, brak wcześniejszego przygotowania do ponoszenia porażek. Do tego doszły zawirowania życiowe: rozwód, koszty sądowe, alimenty oraz walka o kontakt z dziećmi. Momentem granicznym było zerwanie więzadeł i pilna potrzeba leczenia – już drugiego w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Reakcja klubu, w którym wówczas występował? Cios i rozczarowanie. – Liczyłem, że damy radę się dogadać. Może jakąś część kontraktu wypełnię, może w jakiś inny sposób podczas treningów z dziećmi będę w stanie to odrobić. Niestety, nie udało się porozumieć i tak naprawdę zostałem z klubu brutalnie wyrzucony – sugeruje zawodnik.
Szybka operacja i rehabilitacja są warunkiem koniecznym, by Duda mógł funkcjonować jako trener dzieci i młodzieży. Na prywatny zabieg zabrakło środków, dlatego piłkarz zwrócił się o publiczną pomoc. Tytuł zbiórki: „Pomóż mi wrócić do zdrowia i pracy z młodymi piłkarzami” – w ciągu zaledwie jednej doby poruszył wiele osób. 20 tysięcy złotych zostało zebrane błyskawicznie. W zbiórkę zaangażowali się koledzy z boiska, część z nich była zupełnie zaskoczona sytuacją materialną piłkarza. Reakcja była cenna, ale nie dała odpowiedzi na dylematy, z którymi boryka się wielu byłych piłkarzy – jak poradzić sobie w życiu bez piłki, gdy sława mija, a otoczenie przestaje klepać po plecach.
NIE BÓJ SIĘ PROSIĆ O POMOC
Decyzja o upublicznieniu apelu wiązała się z ogromną barierą psychiczną. Piłkarz walczył ze wstydem i lękiem przed oceną otoczenia, ale w końcu się przełamał i teraz apeluje o to samo do innych mężczyzn. – Trzeba mówić o tym, co się czuje i myśli. Nie dusić tego w sobie, bo wielomiesięczne duszenie problemów doprowadza w końcu do załamania zdrowia. Przez około 2 lat byłem w terapii, leczyłem się farmakologicznie z powodu depresji. Było mi niezwykle trudno powiedzieć o tym głośno rodzinie czy bliskim. Chciałbym przekazać innym zawodnikom, byłym piłkarzom, a przede wszystkim po prostu mężczyznom: nie bójcie się mówić, nie bójcie się prosić o pomoc. Jest jeszcze mnóstwo pięknych lat do przeżycia, mamy dla kogo żyć. Najczarniejszym scenariuszem jest moment, w którym człowiek myśli o tym, żeby go po prostu nie było. Mamy bardzo smutny przykład ostatnich miesięcy, ciężko mi mówić to na głos, no ale takie są fakty. Unikajmy tego, bo każdy człowiek ma w sobie wartość, która jest na tym świecie potrzebna – tłumaczy Adam Duda.
– Jeśli jednej osobie będę w stanie pomóc, jedną przekonać do tego, że warto rozmawiać, to będę po prostu uważał tę zbiórkę jako zwycięstwo. Historia mojego rozwodu, mojej przygody, to nie jest gdzieś ostatni rok. To się nawarstwiało przez kilka albo kilkanaście lat. Bycie w profesjonalnej piłce nożnej nie jest łatwe, współpraca z trenerami też swoje piętno gdzieś tam odciska – zakończył Adam Duda.
Zbiórka Adama Dudy nie zamknęła się w granicach wyznaczonego celu – na koncie pojawiła się nadwyżka. Jeden z kibiców wpłacił zawrotne kilkanaście tysięcy złotych. Zgodnie z zapowiedzią Dudy, każda dodatkowa złotówka zostanie przekazana na organizację obozów piłkarskich dla dzieci z domów dziecka z Pomorza. Koszt wyjazdu jednego podopiecznego to około 1500–1800 zł. Link do zbiórki znajduje się TUTAJ.
Posłuchaj Szatni FM z Adamem Dudą:
Paweł Kątnik i Michał Rudnicki








