31 punktów po dwudziestu kolejkach, możliwe nawet piąte miejsce w tabeli i półfinał Pucharu Polski – gdyńscy kibice zdecydowanie mają powody do radości. Drużyna gra dobrze, ma kilka jasnych punktów, ale także cichego bohatera. Damiana Zbozienia. Obrońca nie jest piłkarzem, który jako pierwszy przyjdzie do głowy podczas zastanawiania się nad głównymi architektami dobrej postawy Arki. Najbardziej błyszczy Pavels Steinbors, rozgrywający chyba sezon życia, dobrze prezentuje się Piesio, ostatnio odżył Szwoch. Tymczasem przyglądając się kadrze Leszka Ojrzyńskiego, trudno wyobrazić sobie skład bez Zbozienia. Obrońca nie zagrał co prawda w pierwszej kolejce, ale później wystąpił już w każdym meczu – raz wszedł z ławki i osiemnaście razy zagrał od pierwszej do ostatniej minuty.
WIĘCEJ NIŻ SOLIDNY
Solidny prawy obrońca z pewnym miejscem w składzie? Nie tylko. Były piłkarz Zagłębia Lubin dużo daje także w ofensywie, a swoimi statystykami zawstydziłby niejednego ekstraklasowego skrzydłowego. W lidze ma już trzy gole i tyle samo asyst, a dołożył do tego jeszcze trafienie w Pucharze Polski. Jego punkty w klasyfikacji kanadyjskiej są dla zespołu bardzo ważne, bo:
5. kolejka – asysta z Górnikiem – 1:1
9. kolejka – gol z Zagłębiem – 1:1
13. kolejka – asysta z Jagiellonią – 4:1
16. kolejka – gol ze Śląskiem – 2:1
17. kolejka – asysta z Sandecją – 5:0
20. kolejka – gol z Górnikiem – 1:0
Puchar Polski – gol ze Śląskiem – 4:2 (gol na 1:2) Sumując: gdyby nie gole i asysty Zbozienia, Arka prawdopodobnie miałaby w lidze 6(!) punktów mniej (byłaby w dolnej połowie tabeli) i odpadłaby z Pucharu Polski! Obrońca tylko dwukrotnie punktował w klasyfikacji kanadyjskiej w spotkaniach, które jego zespół i tak by wygrał. W pozostałych pięciu przypadkach był drużynie niezbędny i choć nie jest zawodnikiem pierwszoplanowym, to stał się jednym z najważniejszych żołnierzy Leszka Ojrzyńskiego.







