Po zwycięstwie nad mistrzem Polski – Lechem w Poznaniu na inauguracje rozgrywek w tym roku – Lechia rozbiła lidera Jagiellonię Białystok 3:0. Dwa gole strzelił Aleksandra Cirkovic, a wynik otworzył kapitan Rifet Kapić.
Pierwszą akcję świadczącą o tym, że oba zespoły lubią grać w piłkę, przeprowadzili gospodarze. W 4. minucie Kapić zagrał prostopadłe podanie do wbiegającego z boku w pole karne Meny. Ten wyłożył piłkę Bobcekowi, ale najlepszy strzelec ekstraklasy przeniósł ją wysoko ponad bramką.
Potem przewagę, ale tylko na kilka chwil, osiągnęli goście i po rzucie rożnym zakotłowało się w polu karnym Lechii. Niewiele brakowało, by w rewanżu Cirkovic wyszedł sam na sam z bramkarzem Jagi – Abramowiczem. Do przejęcia piłki zabrakło centymetrów.
Blisko zamknięcia akcji bramkowej był aktywny od początku Bobcek. Kolejny raz z prawej strony dośrodkował Mena, ale w polu bramkowym napastnika Lechii uprzedzili obrońcy Jagi.
Lechia przeważała, Jagiellonia utrzymywała się przy piłce na zbliżonym do gospodarzy poziomie, ale nie oddała ani jednego strzału. Tymczasem Abramowicza rozgrzewali Cirkovic i Mena, ale strzały oddawane z pola karnego nie miały mocy.
W 35. minucie piłka znalazła się w bramce Jagiellonii. Kapic zagrał na skrzydło do Meny, ten dośrodkował po ziemi w pole karne. Z bliska piłkę do siatki skierował Bobcek, ale Słowak wychodził zza pleców obrońców i pozycja spalona była oczywista dla wszystkich. Sędzia gwizdnął, nikt nie protestował…
W 39. minucie świetną akcję zagrał Vojtko, który za asystenta wybrał sobie Bobceka. Obrońca Lechii pod katem 45 stopni do bramki strzelił przy słupku, ale dobrze ustawiony Abramowicz nie miał problemu z interwencją.
GOLL DO SZATNI
Bramkarz Jagiellonii był bezradny w 43. minucie, gdy Zhelisko znakomitym prostopadłym podaniem obsłużył wbiegającego w pole karne Kapića. Kapitan Lechii ograł obrońcę, zwiódł bramkarza i skierował piłkę do siatki, obijając ją przy okazji o słupek.
Lechia rozegrała naprawdę znakomitą połowę , prowadziła grę i nie pozwoliła gościom na oddanie ani jednego strzału w światło bramki. Sama uczyniła to sześciokrotnie.
Jagiellonia nie zamierzała tracić w Gdańsku kompletu punktów i od początku drugiej połowy przejęła inicjatywę. Gra przeniosła się na połowę Lechii, ale konkretów brakowało.
W 69. minucie Sezonienko mógł skarcić rywali i zamknąć mecz. Na linii pola karnego otrzymał piłkę od Meny, ustawił sobie piłkę na prawą nogę, ale na drodze do bramki znalazła się jeszcze noga Pelmarda, który zdołał wybić piłkę na rzut rożny.
W 76. minucie genialna interwencja Paulsena uniemożliwiła Nahuelowi wyrównanie efektownym strzałem z powietrza. Z dobitką nie zdążył Bazdar. To dwaj rezerwowi, którzy wnieśli dużo ożywienia w ofensywne poczynania zespołu z Podlasia.
Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. W 81. minucie Diaczuk wybił piłkę w zasadzie na uwolnienie, ale spadła ona idealnie przed Cirkovica, który popędził w stronę bramki Jagielloni. Gdy był na 8. metrze, strzelił obok upadającego Abramowicza. 2:0 na 10 minut przed końcowym gwizdkiem to był znaczący kapitał, którego gościom nie udało się już naruszyć, a gospodarzom roztrwonić. Stempel pod zwycięstwem postawił w ostatniej akcji Bobcek, który po perfekcyjnej kontrze dograł do biegnącego obok Cirkovica.
Lechia utrzymała imponującą średnią strzelecką ponad dwóch bramek na mecz, Jagiellonia zachowała pozycję lidera, ale roztrwoniła przewagę nad rywalami.
Włodzimierz Machnikowski/am








