Energa Czarni Słupsk katastrofalnie zaczęli mecz w Warszawie z Dzikami, przegrywając 1. kwartę różnicą 19 punktów. Zespół Ivicy Skelina zdołał doprowadzić do remisu, a nawet prowadził w spotkaniu 2 punktami, ale w połowie 3. kwarty stracił zupełnie kontrolę nad meczem i przegrał aż 86:106.
Dziki Warszawa rozpoczęły spotkanie bez odrobiny gościnności, trafiając w 1. kwarcie aż 8 z 13 rzutów za 3 punkty. W efekcie Czarni stracili w 10 minut aż 37 punktów i wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty. Jednak Ivica Skelin zdołał zmobilizować zespół do lepszej gry i Czarni rzucili Dzikom w 2. kwarcie 36 punktów, tracąc tylko 21. Na przerwę gospodarze schodzili mniej zadowoleni, bo prowadzili różnicą 4 punktów.
PRZEWAGA ROSŁA
3. kwarta to lepsza gra Czarnych – remis 60:60 i prowadzenie przez dwie akcje 60:62. Potem gospodarze seriami uzyskiwali kolejne punkty, przewaga rosła, by osiągnąć kilkanaście, a potem 20 punktów.
– Katastrofalnie weszliśmy w ten mecz. Nie można bronić w taki sposób przeciwko strzelcom, jakich mają Dziki Warszawa. Odrobiliśmy straty, ale to zemściło się w 3. kwarcie – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Dominik Wilczek, który zdobył w meczu 8 punktów.
KOŃCOWA PORAŻKA
Dobry mecz zagrał Tim Lambrecht. Zdobył 15 punktów, zanotował 4 zbiórki i 5 asyst. Nie grał kontuzjowany (skręcona kostka) Eral Penn.
Mecz był taki jak cały sezon Energa Czarnych Słupsk. Kiepski początek, trochę nadziei w środku i na koniec porażka. Słupszczanie wciąż mają na koncie tylko 8 zwycięstw. Do końca rozgrywek pozostały tylko trzy spotkania: z Energa Treflem Sopot i GTK Gliwice w hali Gryfia oraz z Zamkiem Książ Wałbrzych na wyjeździe.
Przemysław Woś/puch








