Jednego celnego rzutu zabrakło koszykarzom SKS-u Fulimpex Starogard Gdański, by przedłużyć serię półfinałową z Enea Abramczyk Astorią Bydgoszcz w walce o Orlen Basket Ligę. Diabły z Kociewia przegrały po dramatycznej końcówce i szalonym, niecelnym rzucie pod presją czasu Sebastiana Kowalczyka. Po meczu rozmawialiśmy z niepocieszonymi zawodnikami SKS-u.
– Dwie sprawy. Pierwsza – granie dzień po dniu, gdzie skuteczność i liczba strat niewymuszonych jest większa. Człowiek jest wtedy fizycznie przebodźcowany i ta regeneracja jest troszeczkę trudniejsza, grając dzień po dniu. Druga sprawa – wyszli agresywniej. Wiedzieli, że doprowadzenie do piątego meczu to jest, nie ukrywajmy, duża presja i wtedy widowisko byłoby na pewno niesamowite, bardzo wyrównane. Więc na pewno chcieli dzisiaj to zakończyć i zagrali agresywniej i mądrzej od nas – mówił na gorąco po meczu rozgrywający Kociewskich Diabłów Sebastian Kowalczyk. 33-latek wybrał ofertę z 1. ligi z myślą o awansie do Ekstraklasy. Przez cały sezon przyświecała mu wizja sportowego wywalczenia powrotu do Orlen Basket Ligi, która ostatecznie się nie udała.
BARTOSZ ŻAŁUJE
Nieco później rozmawialiśmy z podkoszowym Mateuszem Bartoszem, dla którego sezon w Starogardzie także wiązał się z zejściem o szczebel niżej. – Mecz był bardzo w naszym zasięgu i tym bardziej ta porażka boli. Myślę, że zagraliśmy dzisiaj słabo jako zespół. Nie egzekwowaliśmy tych elementów, które chociażby wczoraj przynosiły nam korzyści. No co tu dużo mówić, no przegrywasz można powiedzieć jednym rzutem, jednym posiadaniem. Myślę, że dużo było też kontrowersyjnych sytuacji w trakcie całego meczu – mam tutaj na myśli trochę linię sędziowania, która moim zdaniem dzisiaj była trochę tendencyjna, ale tu każdy widz ma inną opinię – mówił doświadczony podkoszowy.
Posłuchaj co do powiedzenia mieli Sebastian Kowalczyk i Mateusz Bartosz po meczu SKS – Astoria
Paweł Kątnik








