Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku po raz kolejny nie zapadł we wtorek apelacyjny wyrok w sprawie Artura W., pseudonim Wolv i jego kolegi Krzysztofa P.
– Sąd oparł się tylko i wyłącznie praktycznie na zeznaniach pokrzywdzonego i jego małżonki i niestety te zeznania tych dwóch osób dotknięte są licznymi sprzecznościami, niekonsekwencjami i wręcz w pewnych fragmentach nielogicznością, mówił mec. Łukasz Isenko.
– Pokrzywdzeni opowiedzieli jak było. Nie ma dowodów o charakterze dokumentów, bo niestety oskarżeni nie wystawiali faktur VAT, nie wystawiali rachunków, nie zawierali umów na piśmie. Sąd Rejonowy w ocenie oskarżyciela podjął prawidłową ocenę. Wymierzył wysokie kary i moim zdaniem ten wyrok nie zasługuje na zmianę, dodał Mariusz Marciniak z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Ze względu na zawiłość sprawy wyrok gdański sąd okręgowy ogłosi w piątek.
Wolv niedawno został tymczasowo aresztowany, bo zdaniem prokuratury pod wpływem narkotyków i bez prawa jazdy spowodował śmiertelny wypadek we Wrzeszczu. Na Grunwaldzkiej samochód, którym kierował uderzył w inne auto, które z kolei staranowało rowerzystów. Zginęła 40-letnia gdańszczanka.
We wrześniu ubiegłego roku gdański sąd skazał go na 10 lat więzienia, a jego kompana na 4 i pół roku. Odpowiadali za rozboje, wymuszenia haraczy, zastraszanie, a jeden z nich za nielegalne posiadanie pistoletu. Ich obrońcy wnieśli apelację, bo uważali, że kary były zbyt surowe. Zdaniem mecenasa Łukasza Isenki sąd źle też ocenił dowody w tej sprawie.
ga/mar







