To przełomowe odkrycie w badaniu historii Pruszcza Gdańskiego. Dotychczas było wiadomo jedynie, że takie podobozy istniały, a więźniowie obozu pracowali m.in. przy budowie lotniska w Pruszczu Gdańskim. Teraz udało się poznać ich konkretną lokalizację. Odpowiada za to grupa lokalnych historyków.
UDAŁO SIĘ ZLOKALIZOWAĆ PODOBOZY
– Różne osoby zajmujące się historią Pruszcza posiadały różne informacje. To m.in. zdjęcia lotnicze i relacje więźniów. Dzięki ich zebraniu udało się wskazać, gdzie konkretnie mieściły się podobozy Stutthofu – mówią historycy Bartosz Gondek i Marek Kozłow.
Jeden obóz znajdował się pomiędzy bramą wjazdową do jednostki wojskowej a hangarem aeroklubu, w miejscu, w którym jest pomnik. Drugi obóz – nazywany Aussenarbeitslager Russoschin bei Praust – znajdował się na granicy miasta Pruszcz Gdański i gminy wiejskiej Pruszcz Gdański, w okolicach późniejszego wysypiska. Ten obóz znany był m.in. z tego, że pracowała w nim Wanda Klaff – znana z sadyzmu nadzorczyni stracona w 1946 roku po pierwszym procesie załogi Stutthofu.
LISTA WIĘŹNIÓW CORAZ WIĘKSZA
Historycy podkreślają, że równie ważne jak wskazanie lokalizacji jest zdobycie informacji na temat osób więzionych i strażników. – Do tej pory nie znaliśmy nazwisk i jednym z najważniejszych przełomów jest nadanie ludzkiej twarzy wszystkim osobom, które były w obozie. Mamy wiele nazwisk, miejsc pochodzenia. Liczymy, że dzięki temu uda się nie tylko uzupełnić listę więźniów, ale być może nawet ją skompletować – mówi Kozłow.
KACI BEZ SUMIENIA
Nowe informacje nie dotyczą jednak tylko osób więzionych, ale również ich katów. – Pojawiło się nowe nazwisko strażniczki – Macha, która była osobą bijącą do śmierci. Działo się to na terenie pruszczańskiego obozu. Sami SS-mani mówili, że gdyby wiedzieli co ta kobieta będzie wyrabiać, to nie wypisywaliby numerów więźniarek, które były przeznaczone do ukarania – mówi Gondek.
Sylwester Pięta/mar







