Czy likwidacja fotoradarów przekłada się na obniżenie bezpieczeństwa na drogach? Głos w sprawie zabierają nasi słuchacze. – Gdyby obniżyć dozwoloną prędkość do zera, to wypadków nie będzie wcale. Statystyki to narzędzie manipulacji. Fotoradary tak, ale w miejscach szczególnie wrażliwych, jak np. szkoły – pisze jeden z kierowców.
1 stycznia 2016 roku wszedł w życie zakaz używania urządzeń rejestrujących prędkość przez straże gminne. Na Pomorzu wyłączono kilkadziesiąt fotoradarów. Okazało się, że rok 2016 jest pierwszym od kilku lat, kiedy liczba wypadków na Pomorzu zamiast spadać – zaczęła rosnąć.
Główny Inspektorat Transportu Drogowego w grudniu przeprowadził eksperyment. Odcinkowy pomiar prędkości ustawiono na wojewódzkiej „216”, na Rekowskiej Górce koło Redy. Po miesiącu było już 1700 zarejestrowanych mandatów.
FOTORADARY TAK, ALE NIE NA EKSPRESÓWKACH
– Fotoradary stacjonarne w terenach zabudowanych to jak najlepszy pomysł, natomiast jeśli chodzi o inne miejsca, np. drogę ekspresową, już nie do końca. Na Obwodnicy Trójmiasta byłby jeden totalny korek. Skoro drogówka ma nowe i szybkie samochody, dlaczego nie kontroluje przepustowości na Obwodnicy? Dlaczego nie ściga się tych, którzy zjeżdżając z Matarni i jadąc prawym pasem od raz wskakują na lewy mimo, że jest linia ciągła? – pyta pan Mariusz.
– Kolejna wielka polska dyskusja, tym razem o fotoradarach. Trzeba zmienić zarządzającego radarami, stawiać je w nieoznaczonych miejscach i polować na wariatów drogowych, często morderców na czterech kółkach. Mądrzy kierowcy nie mają się czego obawiać – pisze pan Max.
Co zrobić, by pomorskie drogi były bezpieczniejsze? Nasz słuchacz proponuje obniżenie prędkości na obwodnicy do 100 km/h, a fotoradary tylko w newralgicznych miejscach. – Gdyby obniżyć dozwoloną prędkość do zera, to wypadków nie będzie wcale. Statystyki to narzędzie manipulacji. Fotoradary tak, ale w miejscach szczególnie wrażliwych, jak np. szkoły. W Redzikowie radar na dwupasmowej drodze służył nabijaniu budżetu gminnego.
„NIE MAJĄ POJĘCIA O DYNAMICE JAZDY”
Z kolei pan Aleksander uważa, że fotoradary powinny być dobrze oznakowane. – Fotoradary widoczne tak. Pochowane po krzakach i śmietnikach nie.
– Dlaczego urządzenia do pomiaru prędkości na Słowackiego od kilkunastu miesięcy służą tylko ozdobie? A ja co parę dni muszę stać w korku kilkadziesiąt minut, bo jakiś bolid rozbija się o bariery ma zakrętach – pisze pani Natalia.
– Straże nie powinny ustawiać radarów na drogach krajowych i wojewódzkich. Ale na terenie zabudowanym na drogach powiatowych i gminnych już tak – dodaje inny kierowca.
Pan Mateusz podkreśla, że ważna jest sama kultura jazdy. – Jestem za przywróceniem fotoradarów, ale zabierając prawo jazdy wszystkim tym, którzy nie mają pojęcia o dynamice jazdy, ruszania spod świateł. Jest też malowanie się w czasie jazdy, pisanie SMS, rozmowa przez telefon. Trzeba zrobić porządek i będzie dobrze.
DZIKI ZACHÓD NA DROGACH
– Statystyki są jak bikini. To, co najistotniejsze ukrywają – pisze żartobliwie nasz słuchacz.
– Oczywiście, że radary powinny wrócić, ich brak powoduje dziki zachód na drogach. Nigdy za to nie rozumiałem dlaczego stacjonarne były malowane na żółto i zapowiadane znakami – co to za hipokryzja, to przekaz „uwaga, w tym miejscu trzeba przestrzegać przepisów, wszędzie indziej możesz jechać jak chcesz”. To oznakowanie, a potem likwidacja radarów to po prostu kpina, efekt lobbowania piratów drogowych. Efekt braku radarów codziennie widać w wypadkach na Słowackiego – kiedy w końcu uruchomiony zostanie odcinkowy pomiar prędkości na tym odcinku? Piszę to wszystko jako kierowca, chciałbym, żeby u nas jeździło się tak spokojnie i bezpiecznie jak na Zachodzie i Północy, ale to się da osiągnąć tylko konsekwentnie zwalczając bandytów na drogach – tłumaczy kierowca.
– „Najlepszy” fotoradar to żona z małym dzieckiem w aucie – mój mąż ledwo zacznie się zbliżać do dozwolonej prędkości, a już słyszy: „Zwolnij… jedziesz z dzieckiem” – dodaje nasza słuchaczka.







