Były komendant Straży Miejskiej w Sopocie twierdzi, że był świadkiem rozmowy, w czasie której prezydent Sopotu wywierał nacisk na urzędnika. Dotyczyło to wydania Sopockiemu Klubowi Tenisowemu dokumentów dotyczących spornych działek w celu umożliwienia sporządzenia wpisu do księgi wieczystej. Sprawie przygląda się prokuratura. Spór o wydanie dokumentów ma ogromne znaczenie. Naczelny Sąd Administracyjny odrzucił skargę gminy Sopot i zobowiązał prezydenta do wydania dokumentów geodezyjnych dotyczących kortów SKT. Celem jest dokonanie wpisu do księgi wieczystej. Jednak z urzędu dokumenty nadal nie zostały wydane.
– Na pewno będę postępował zgodnie z prawem i jeżeli będzie potrzeba, żebym je wydał, to je wydam, jeżeli będę mógł ich nie wydać, to ich nie wydam. Zrobię wszystko, żeby korty pozostały kortami wszystkich mieszkańców Sopotu, a nie grupy cwaniaków, osób, które od lat okradały ten klub i które chciały ten teren zabudować – mówi prezydent Sopotu Jacek Karnowski, przypominając, że przeciwko członkom SKT prowadzone były postępowania, a jeden z nich został skazany za przywłaszczenie pieniędzy z kasy klubu.
„PREZYDENT ŁAMIE PRAWO”
Bartłomiej Białaszczyk, prezes SKT, nie kryje oburzenia postępowaniem władz Sopotu. Jego zdaniem to prezydent od lat oczernia SKT, by móc dysponować sopockimi kortami.
– Prezydent nie wydając dokumentów łamie prawo. Dlatego odwołał się do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał, że on w ogóle nie ma prawa się odwoływać. Myślę, że prezydent miał tego świadomość i grał na zwłokę. Dodatkowo teraz okazuje się, że były komendant straży miejskiej był przy rozmowie, w czasie której prezydent nakłaniał urzędniczkę do tego, żeby nie wydawała dokumentów. Jest to po prostu skandal! – mówi Białaszczyk.
„BYŁEM MIMOWOLNYM ŚWIADKIEM”
Były komendant sopockiej straży miejskiej Mirosław Mudlaff potwierdził dziennikarzowi Radia Gdańsk, że stał się świadkiem budzącej jego podejrzenia rozmowy prezydenta z jednym z urzędników.
– Byłem mimowolnym świadkiem sytuacji, w której pan prezydent Jacek Karnowski w rozmowie z urzędnikiem, pracownikiem magistratu, moim zdaniem wywierał nacisk w sprawie niewydawania dokumentów związanych ze sprawą SKT. Mając doświadczenie prawne, spodziewam się, jaki mogę mieć status, dlatego nie chciałbym przedstawiać szczegółów – mówi Mudlaff, dodając jednak, że nie został i nie wie, czy zostanie wezwany do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, gdzie toczy się sprawa dotycząca działania na szkodę Sopockiego Klubu Tenisowego przez osoby pełniące funkcje publiczne.
– My mamy już jeden przykład działania pana prezydenta, jest zeznanie kolejnej urzędniczki, które zostało odebrane w prokuraturze. Ona także mówiła, że pan prezydent nakazał jej niezgodnie z prawem wymówić umowę z SKT. Ona wiedziała doskonale, że łamie prawo, ale pan prezydent powiedział, że bierze to na siebie. Zeznała to! Nie wiem, co jeszcze musi się wydarzyć, żeby prokurator postawił panu prezydentowi zarzuty – mówi prezes SKT.
– Postępowanie obecnie jest w toku. Do niego zostały dołączone kolejne zawiadomienia o przestępstwie, które wpływały w czasie trwania postępowania. Prokurator referent przeprowadził kolejne dowody, przesłuchał kolejnych świadków. Po zapoznaniu się z treścią decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego, która została wydana niedawno, bo w połowie maja, podejmie decyzje co do dalszego toku postępowania – mówi prokurator Mariusz Duszyński.
KIEDY ZARZUTY?
Prokuratura prowadzi postępowanie „w sprawie”, a więc nikomu nie postawiono zarzutów. Prokurator Mariusz Duszyński mówi, że sprawa dotyka skomplikowanych zagadnień prawnych, a materiał dowodowy jest obszerny, dlatego dopiero po wnikliwej analizie zostanie podjęta decyzja czy komuś zostaną postawione zarzuty, czy też będą wykonywane dalsze czynności procesowe.
Zarząd SKT przesłał do naszej redakcji oświadczenie w tej sprawie.


Posłuchaj materiału:








