Marina w Łebie wymaga rozbudowy. Prezes: „Chętnych do cumowania nie brakuje”

Port jachtowy w Łebie skończył dwadzieścia lat i pęka w szwach. Niezbędna jest rozbudowa mariny, ale na razie decyzje w tej sprawie nie zapadły.

W porcie może cumować sto dwadzieścia jednostek.

– Gdy budowaliśmy marinę, wydawała się nawet za duża. Dziś okazuje się, że miejsca zaczyna brakować – mówi Sławomir Kowalski, prezes portu jachtowego w Łebie. – Z dzisiejszej perspektywy obecna wielkość mariny jest dobra dla warunków na Mazurach. Brakuje nam miejsc dla dużych jednostek, takich powyżej 20 metrów długości. Takich miejsc postojowych mamy za mało, a chętnych do cumowania nie brakuje. Około jednej trzeciej miejsc zajmują stali rezydenci. Nie ma wątpliwości, że budowa mariny w Łebie to sukces. Widać to po frekwencji. Potrzeby są naprawdę duże. Nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej poza utrzymywaniem odpowiedniej głębokości – dodaje.

MINIMUM KILKANAŚCIE MILIONÓW

Jednym z pomysłów jest budowa drugiej części mariny w oparciu o istniejący w pobliżu kanału portowego Czarny Staw. Inwestycja pochłonęłaby jednak co najmniej kilkanaście milionów złotych.

– To pradolina rzeki Łeby. Uważamy, że byłoby to dobre rozwiązanie. Mogłaby powstać druga marina, trochę mniejsza, ale idealna dla większych jednostek. Takich miejsc nam teraz brakuje. Na pewno nie jest to projekt na teraz, ale moim zdaniem trzeba o tym myśleć w perspektywie najbliższych lat – dodaje prezes portu jachtowego w Łebie.

Przemysław Woś/mkul

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj