Gdańscy drogowcy sceptyczni wobec trójwymiarowych przejść dla pieszych. Rozwiązania, jakie zastosowały do tej pory między innymi Zamość i Lidzbark Warmiński, chciałby w Gdańsku wprowadzić radny Jan Perucki. Chodzi o okolice szkoły przy ulicy Wodnika w Osowej oraz ulice Polanki i Czyżewskiego w Oliwie. Jak mówi, to gwarantowana poprawa bezpieczeństwa. – Przejścia 3D zdecydowanie bardziej rzucają się w oczy, zwłaszcza tam, gdzie prędkość jest ograniczona. Takie rozwiązania już istnieją w Skandynawii. Myślę, że warto choć pilotażowo pójść za tym trendem – podkreśla radny.
Zdaniem wicedyrektora Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni Tomasza Wawrzonka holenderskie badania dowodzą jednak, że przejścia 3D nie przynoszą obiecywanych efektów. – W żaden sposób nie uspokajają ruchu, dlatego szybko z tego zrezygnowano. Nie zmienia to faktu, że co jakiś czas na świecie pojawiają się tego typu nowe pomysły. Moim zdaniem to gadżet – odpowiada Tomasz Wawrzonek z Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni.
Drogowcy przywołują też gdańskie doświadczenia z niebezpiecznym przejściem u zbiegu alei Hallera z ulicą Konarskiego, gdzie nie pomogły ani folie fluorescencyjne, ani tak zwane „kocie oczka”. Poprawę przyniosła dopiero instalacja progów zwalniających. Urzędnicy natomiast zaznaczają, że na pomysł definitywnie się nie zamykają.
Nam tymczasem udało się skontaktować z Andrzejem Truskiem, właścicielem szkoły nauki jazdy z Zamościa, który w tym mieście sam rok temu sfinansował powstanie przejścia 3D. Jak mówi, pomysł sprawdził się. Przejście wprawdzie dużo lepiej wygląda na fotografiach niż w rzeczywistości, ale pełni cenną rolę edukacyjną. – Dzięki pomocy zaprzyjaźnionych artystów plastyków nie było dużo droższe niż typowe przejście – dodaje instruktor.
W 2018 roku na drogach Gdańska doszło do 551 wypadków, w tym 167 z udziałem pieszych. 85 z nich wydarzyło się na przejściach. Zginęły 3 osoby, a 88 zostało rannych.
Sebastian Kwiatkowski/mk







