Tegoroczne suche lato znacząco opóźniło początek sezonu na grzyby. Po kilku deszczowych dniach nastąpił jednak istny wysyp. Ci, którzy mają swoje stałe miejsca zbiorów, łowią po kilkadziesiąt kilogramów grzybów za jednym zamachem. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy zebrane okazy są jadalne, może odwiedzić grzyboznawców z sanepidu.
W pomorskich lasach jest prawdziwe zatrzęsienie grzybów. Rekordziści zbierają nawet po 20 kilogramów w ciągu dwóch godzin. Pan Mariusz z Gdańska przejechał kilkadziesiąt kilometrów na północ województwa – w swoje sprawdzone miejsce – i jak podkreśla, takiego wysypu jeszcze nie widział, mimo że zadeklarowanym grzybiarzem jest od 40 lat.
– Udało mi się nazbierać mnóstwo grzybów w okolicach Bożegopola koło Lęborka. Jest ogromny wysyp. Takich cudów jeszcze nigdy nie widziałem. To efekt pogody – było sucho, a teraz przez kilka dni padało – tłumaczy Pan Mariusz.
ZŁOTA PORADA DLA GRZYBIARZY
Nie każdy jednak zna się na grzybach, dlatego bezpłatną pomocą służy laboratorium badania żywności Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku.
– W przypadku wątpliwości sprawdzamy, czy zebrany grzyb jest jadalny. Mamy jednak jedną radę, która jest najlepsza dla osób, które wyruszają do lasu – w naszym regionie nie ma grzybów śmiertelnie trujących z rurkami na spodzie kapelusza. Możemy zatem śmiało je zbierać – wyjaśnia Aleksandra Rutkowska, grzyboznawca.
NAJCZĘSTSZE POMYŁKI
– Osoby, które do nas przychodzą, czasami przynoszą niejadalne borowiki ceglastopore. W lesie kurki często bywają mylone z lisówką pomarańczową. Z kolei pomyłka czubajki kani z muchomorem może się okazać śmiertelna – podkreśla.
O opinię grzyboznawców można poprosić również w wielu powiatowych stacjach sanitarno-epidemiologicznych na terenie Pomorza. Ze zbieraniem grzybów warto się pospieszyć. Znawcy szacują, że lasy będę dzielić się bogactwem runa leśnego jeszcze przez dwa tygodnie.
Mateusz Czerwiński/aKa








