Nowe fakty w sprawie tragedii „Heweliusza”. Świadkowie przerywają milczenie

Prom Jan Helewiusz (fot. Wikimedia Commons)

Podczas tragedii promu Jan Heweliusz, która wydarzyła się 33 lata temu, mogło zginąć więcej osób – twierdzi redaktor Roman Czejarek, autor podcastów radiowych o katastrofie. Spotkanie z nim odbyło się w środę w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. Udział wziął także były pilot śmigłowca Marynarki Wojennej Robert Zawada, który opowiadał o okolicznościach wstrzymania polskich śmigłowców i braku na miejscu polskich ratowników tuż po tragedii.

Roman Czejarek dotarł do kolejnych świadków, którzy przerywają milczenie w sprawie powodów katastrofy. Znalazł nagrania zrealizowane przez nurków polskich służb, którzy penetrowali wrak tuż po katastrofie. To materiał obejmujący 350 godzin nagrań. Przechował je Sebastian Kluska, dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.

– Film błąkał się po naszym archiwum. Nagrany był na kasecie. Postanowiłem go scyfryzować, żeby ocalić go przed zapomnieniem – wskazał Kluska.

(Fot. Narodowe Muzeum Morskie)

– Na filmie wyraźnie widać rejestracje aut, których nie ma w oficjalnych dokumentach przewozowych – wyjaśnił redaktor Roman Czejarek, z którym rozmawiała Anna Rębas.

Posłuchaj:

BEZPOŚREDNIA PRZYCZYNA ZATONIĘCIA

Trzecim wątkiem, który pojawia się podcaście redaktora Czejarka, jest sprawa niemieckiego statku Frank Michael. Próba uniknięcia zderzenia z niemiecką jednostką, która spowodowała gwałtowny zwrot polskiej jednostki, to według części ekspertów bezpośrednia przyczyna zatonięcia promu Jan Heweliusz.

(Fot. Radio Gdańsk/Anna Rębas)

– Niektórzy uważali, że Frank Michael to tylko morska legenda. Problem stanowił brak świadków. Przez 30 lat nikt nie był w stanie odnaleźć załogi niemieckiego statku. Problem polega na tym, że szukano w niewłaściwym miejscu – zaznaczył Roman Czejarek.

„SZANSE NA URATOWANIE BYŁY ZEROWE”

W akcji ratowniczej brakowało także polskich śmigłowców i ratowników. To był błąd – twierdzi Robert Zawada, były pilot śmigłowców ratowniczych Marynarki Wojennej.

– Polscy piloci na miejscu tragedii pojawili się dopiero po kilku godzinach. Wtedy szanse na uratowanie kogokolwiek były już zerowe – stwierdził Zawada w rozmowie z Anną Rębas.

Posłuchaj:

Trzydzieści trzy lata temu Polscy piloci nie zostali dopuszczeni do akcji ratowniczej. Na miejscu akcję prowadziły niemiecki i duńskie śmigłowce. Ten wątek nadal jest badany i brakuje odpowiedzi, kto wydał decyzję o wstrzymaniu polskich pilotów w bazie w Darłowie.

Prom Jan Heweliusz zatonął 14 stycznia 1993 roku podczas huraganu na Bałtyku, nieopodal wyspy Rugia. Zatonięcie Heweliusza to największa morska katastrofa w powojennej Polsce. Zginęło 36 pasażerów i 20 członków załogi. Uratowało się 9 członków załogi.

mk

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj