Po takim wyniku i takiej grze Arka Gdynia staje się naczelnym kandydatem do powrotu do 1. ligi po zaledwie 10 miesiącach spędzonych w Ekstraklasie. Piast pokonał żółto-niebieskich 4:1, bo był lepszy, dał więcej konkretów i wyglądał jak zespół świadomy swojego trudnego położenia. Arce za to nie wiodło się od samego początku, a jej kadra nie przypominała walczących o życie, zdesperowanych graczy. Nadzieje na powodzenie stają się coraz bardziej płonne.
Aurelien Nguiamba po raz kolejny zaczął w pierwszym składzie. Od momentu zmiany trenera odzyskał miejsce w podstawie, ale nie błyszczał. W Gliwicach też zaczął fatalnie. To chyba rekord świata, by w jednej akcji pod własnym polem karnym dwukrotnie stracić piłkę. Francuzowi się to udało, najpierw zbyt krótkim zagraniem do boku, a potem jeszcze gorszym w kierunku własnego bramkarza. Ratował się w rozpaczy faulem, który w późniejszym rozrachunku okazał się zbawienny. Gdyby Patryk Dziczek lepiej uderzył, straty trzeba by odrabiać już w 8. minucie.
Limit szczęścia został jednak wykorzystany, bo już w następnej akcji Piast zdobył gola. Sanca dośrodkowywał z lewej strony, piłka spadła na głowę Boisgarda, który nie miał dogodnej pozycji do oddania strzału głową, ale może paradoksalnie właśnie dlatego strzelił precyzyjne, lobem, ponad horyzontem broniącego Grobelnego. Piast prowadził od 10. minuty.

Pierwsza połowa i jej początek niczego nie nauczyły Arki, bo na inaugurację drugiej Gdynianie znowu koncentrowali się na wszystkim, tylko nie na bronieniu dostępu do bramki. Ładna akcja lewą stroną, zapoczątkowana przez Sancę. W pole karne dośrodkowywał Lewicki, ale futbolówka wyskoczyła poza szesnastkę, gdzie najprzytomniej dopadł do niej Filip Borowski, podwyższając w 47. minucie na 2:0.
TLEN NA CHWILĘ
Kroplówkę Arce podali Gutkovskis z Kocyłą. Akcja bramkowa nie wyglądała na precyzyjnie zaplanowaną i perfekcyjnie zrealizowaną, ale szczęściu też trzeba umieć pomóc. Gutek spowolnił jej tempo, ale przytomnie oddał do środka do Kocyły, a ten z bliska dał kontaktową bramkę. To trzeci gol 23-letniego skrzydłowego w tym sezonie. Niedawno w wywiadzie dla Radia Gdańsk zaznaczył, że nie jest zadowolony z liczb, jakie notuje w tym sezonie i chce je poprawić – teraz zdaje się swój zamiar zaczynać spełniać.
ZMIENNICY NIEWIDOCZNI
Zabrakło jednak kontynuacji. Arka po golu nie potrafiła już wykreować nic sensownego. Piast nadal był aktywny – próbowali Boisgard i Tomasiewicz, na co Gdynianie odpowiedzieli zupełnie niewidocznymi zmianami Zatora, Rzuchowskiego, Oliveiry. A gospodarze nadal byli głodni, co dało kolejne korzyści.

W 81. minucie z rzutu rożnego Michał Chrapek idealnie zagrał na głowę Igora Drapińskiego – było 3:1, a 10 minut później Hugo Vallejo dopełnił dzieła zniszczenia, pieczętując nie tylko wygraną, ale też przewagę Gliwiczan w przypadku takiej samej liczby punktów na koniec sezonu (pierwszy mecz Arka wygrała tylko 2:1).
Wypadałoby zapytać, czy piłkarze Arki są świadomi, o co toczy się walka. W Gliwicach Nguiamba chyba o tym zapomniał, ale co najgorsze, to nie jego zagrania dały Piastowi gole, a kolejne akcje dążącego do wydrapania trzech punktów zespołu gospodarzy. Próżno szukać nadziei w czterech pozostałych kolejkach, gdy formy napastników brak, a w terminarzu trzy spotkania – z Lechem, Rakowem i Górnikiem – z zespołami walczącymi o najwyższe cele.
Paweł Kątnik/puch








