Wygrali wszystkie kwarty, niestety szczęścia zabrakło w końcówce meczu. Czarni Słupsk przegrywają z WKS Śląsk Wrocław 86:91.
Choć koszykarze Czarnych Słupsk mogą tylko pomarzyć o grze w play-offach, to nie oznacza, że stracili zapał do gry. Udowodnili to podczas rywalizacji z drużyną WKS Śląsk Wrocław, gdzie hala Gryfia, z ospałymi nieco po ostatnich niepowodzeniach kibicami, eksplodowała emocjami na nowo. Kibice od pierwszej kwarty gorąco zagrzewali swoją drużynę do ataku, który – ku wyraźnemu zaskoczeniu gości z Wrocławia – był niezwykle skuteczny i precyzyjny. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 28:23. Gospodarze zdominowali również drugą kwartę, kończąc ją wynikiem 47:43.

TANIO SKÓRY NIE SPRZEDAMY
Druga połowa spotkania również należała do Czarnych. Wyraźnie zdezorientowani rywale nie potrafili przez długi czas zebrać myśli i dostosować taktyki do ciągle atakujących słupszczan. Do tego celne rzuty za trzy punkty nie ułatwiały gościom zadania. Nim się ocknęli, trzecia kwarta również zakończyła się trzypunktową przewagą Czarnych – 70:67. Niestety, anioł stróż gospodarzy wyraźnie przysnął w ostatniej odsłonie meczu. Po kilku niewykorzystanych sytuacjach i utracie piłki przez Hinesa Juniora rywale ruszyli z impetem do ataku, który rozpoczął celny rzut za trzy punkty Jakuba Nizioła. Dzięki temu objęli prowadzenie i do ostatniego gwizdka kontrolowali sytuację na parkiecie, wygrywając 86:91.

TWIERDZA CZARNYCH
Zaskoczenia postawą swojej dawnej drużyny nie krył Bartosz Kulikowski, który wiedział, że Czarni to trudny rywal, ale nie aż tak.
– To było niesamowicie ciężkie spotkanie, nie spodziewaliśmy się takiego przebiegu gry. Słupsk narzucił trudne warunki od samego początku. To, że wielu drużynom nie sprzyjają kosze w Gryfii, wiedzą wszyscy, ale rzuty za trzy punkty nam kompletnie nie wchodziły. Wynik może nie za wysoki, ale było co robić na parkiecie. Takie mecze również są potrzebne, bo to cenna nauka przed play-offami – zaznaczył.
Jego kolega z drużyny, Jakub Nizioł, podkreślał, że Czarni pokazali słabe punkty w grze jego zespołu.
– Szybka gra oparta na indywidualnej jakości to domena słupskiej drużyny. W odróżnieniu od tego, co pokazali Czarni, my musieliśmy gonić wynik aż do czwartej kwarty. Na szczęście się udało, ale jeśli chcemy myśleć poważnie o zdobyciu jakiegoś trofeum, to taka gra jak dziś nie powinna się zdarzać – podkreślił.

GRAMY DLA KIBICÓW
Prezes Energa Czarnych Słupsk Michał Jankowski, nie ukrywał rozczarowania wynikiem. Powiedział, że zawodnikom jego drużyny zabrakło konsekwencji, zwłaszcza w ostatnich minutach meczu, które ostatecznie przesądziły o jego wyniku – niestety na korzyść przeciwnika.
– Nie składamy broni. Bez znaczenia jest to, że utrzymaliśmy się w lidze i że nie mamy szans na dalszą grę. Chcemy pożegnać się z naszą publicznością godnie, walcząc i udowadniając, że jesteśmy na boisku po to, aby wygrywać. Dziś wygrali lepsi, ale nasza drużyna pokazała, że potrafi zagrać dobry mecz. Zabrakło szczęścia, a do tego sędziowie również nie pomagali – dodał.

OBIEKCJE CO DO FAULI
Wielu kibiców miało obiekcje co do zasądzonych fauli podczas większości akcji Czarnych na połowie rywali. Zdaniem trenera gospodarzy Ivicy Skelina, wybijało to z rytmu jego zawodników.
– Wielka szkoda, bo o wygranej naszych przeciwników zadecydowały niuanse, kilka akcji. Przez całe spotkanie to my kontrolowaliśmy mecz. Rywale mieli dziś głębszą ławkę rezerwową. Moi zawodnicy pokazali dobrą koszykówkę, grali do końca. Zabrakło szczęścia przy wykorzystaniu kilku akcji – wyjaśniał.
Słupskiej drużynie pozostały do rozegrania cztery mecze. Najbliższy odbędzie się 18 kwietnia o 12:30 z Dzikami Warszawa.
Łukasz Kosik/puch








