Kilkadziesiąt akcji ratunkowych na Bałtyku minionej doby przeprowadzili ratownicy WOPR oraz Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. Tego dnia w całej Polsce utonęło 17 osób, w tym jedna na Pomorzu. Ratownicy już dawno nie spotkali się z tak tragicznym bilansem.
Jak poinformował Sebastian Kluska, dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, mimo reanimacji śmierć poniósł 42-letni mężczyzna, który ratował dwoje swoich dzieci. – Brzegowa stacja ratownicza w Dziwnowie po około 10 minutach poszukiwań odnalazła mężczyznę pod wodą, wydobyła go na brzeg i natychmiast przystąpiono do czynności resuscytacyjnych. Niestety nie udało się przywrócić mu czynności życiowych – wyjaśnia.
Zaledwie kilkadziesiąt minut później ratownicy SAR-u otrzymali kolejne zgłoszenie o trzech topiących się osobach niedaleko plaży w Darłówku. Jedna z nich zniknęła pod powierzchnią wody. Dzięki sprawnej akcji udało się szybko zlokalizować mężczyznę, którego zabrało lotnicze pogotowie ratunkowe. Niestety jego stan jest bardzo ciężki.

CZARNA SERIA UTONIĘĆ
W miniony weekend w Polsce utonęły 24 osoby, w niedzielę aż 17. Służby apelują do wypoczywających nad wodą o rozsądek, bo – jak wskazują statystyki ostatnich dni – tylko on może uchronić przed tragedią.
– Kilkadziesiąt akcji samego SAR-u w weekend świadczy o tym, że osoby wypoczywające nad wodą nie zdają sobie sprawy z zagrożeń, jakie na nich czyhają. Jeżeli słabo pływamy, nie wchodźmy zbyt głęboko, co najwyżej do pasa. Rozsądek jest kluczowy – zwłaszcza kiedy wypoczywamy z dziećmi – przestrzega Hubert Bierndgarski, ratownik SAR w Ustce.

„WIĘKSZOŚCI MOŻNA BYŁO UNIKNĄĆ”
Według policyjnych danych od początku czerwca w całej Polsce utonęło 55 osób. Jak wskazuje Patryk Kowalski, ratownik Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z Ustki, większości tych tragedii można było uniknąć.
– Jesteśmy na usteckiej plaży od 15 czerwca. Widzimy, jak ludzie mimo wywieszonej czerwonej flagi na kąpielisku strzeżonym – między innymi z uwagi na silny prąd wsteczny, który potrafi w kilkanaście sekund wciągnąć w głąb morza dorosłą osobę, nie mówiąc już o dziecku – przenoszą się kilkaset metrów dalej, by kąpać się na sektorach niestrzeżonych, ryzykując życie. W efekcie po kilkudziesięciu minutach pędzimy tam, aby ratować ich z opresji – podkreśla.

Ratownicy już dawno nie spotkali się z tak tragicznym bilansem, kiedy to w jeden dzień życie straciło prawie 20 osób, dlatego apelują do wypoczywających nad wodą o rozsądek.
Posłuchaj materiału naszego reportera:
Łukasz Kosik/aKa








