Depresja to wieloletnia walka. „Często rodzina i znajomi odsuwają się, bo nie umieją pomóc”

– Od zawsze byłam smutna, chyba noszę w sobie dziedzictwo kobiet z mojej rodziny. Tak jak wszystkie moje krewne miałam depresję, mówiła w Radiu Gdańsk Monika, która od lat walczy z chorobą. Dziś Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją. W studiu gościliśmy też dr Małgorzatę Tartas z GUMed, psychoterapeutkę Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Analitycznej.

Monika opowiadała o swojej wieloletniej walce z depresją. Mówiła, że po latach wie, jak u siebie rozpoznać symptomy, że dzieje się coś złego. Opowiadała, że trudno jej było znaleźć terapeutę, któremu potrafiłaby zaufać. – Miałam poczucie, że to niepotrzebne, że dam sobie radę sama. Tabletki były dla mnie wykluczone. Nie chciałam ich brać, bo bałam się uzależnienia. W końcu znalazłam lekarza, który wsłuchał się w moje problemy i uwierzyłam, że mogę z tego wyjść. Psychoterapia była u mnie podstawą leczenia. Trwało to bardzo długo i była to bardzo głęboka terapia. Teraz pozwala mi rozsądniej i lepiej żyć, opowiadała Monika w rozmowie z Hanną Wilczyńską Toczko. 

– Moja choroba przebiegała nietypowo. Nie było obniżonego nastroju, braku energii, czy braku radości z życia. Ja często tryskałam energią, ale czułam że coś jest nie tak, jak powinno. Byłam postrzegana jako osoba pełna energii, ciągle coś robiłam. A jednocześnie popadałam w stany od euforii do kompletnego doła, bałam się zostać sama w domu, poza tym ciągle mnie swędziało ciało, musiałam stale się drapać. To strasznie mi utrudniało życie. Chodziłam od lekarza do lekarza, aż któryś posłał mnie do psychiatry. Pomyślałam, że zwariował, mam teraz z wysypką iść do psychiatry? Okazało się, że mam rodzaj choroby, który nazywa się depresją maskowaną, opowiadała Monika.

Psychoterapeutka Małgorzata Tartas uważa, że choroby psychiczne są nadal na marginesie życia społecznego. W przypadku np. chorych na cukrzycę mamy narzędzia, mechanizmy, są o tym informacje. Jeśli chodzi o choroby psychiczne, to nadal jest deficyt wiedzy. Bliscy są w trudnej sytuacji, popadają w panikę. Chcieliby pomóc, ale okazuje się to najczęściej nieskuteczne.

– Rodzina oczekuje, że to będzie tak jak z grypą, weźmie się leki i będzie po chorobie. To jednak nie jest takie proste, bo często stan jest długotrwały i to czasem wywołuje rodzaj izolacji wobec chorego, bo bliscy widzą, że nic, co robią nie skutkuje. U chorego wzrasta poczucie winy, że wszyscy się tak starają a on nie zauważa poprawy, dalej źle się czuje i nie widzi wyjścia z sytuacji. To czasem wywołuje też rodzaj izolacji chorego. Odsuwają się bliscy i znajomi.

Terapeutka mówiła, że wg. badań połowa chorych nigdy nie trafia do specjalistów, bo ludzie boją się rozpoznania, stygmatyzacji. – Ludzie chorzy nie mogą się zniechęcać, że próby leczenia nie pomagają. Że pierwsze leki, czy lekarz nie pomogli. Depresja to jest choroba, która się przytrafia konkretnej osobie i trzeba znaleźć dla siebie konkretnego lekarza, i konkretne leki.

Z badań naukowych wynika, że chorym na depresję skuteczniej pomagają osoby mniej wykształcone i starsze. Ludzie wykształceni próbują wykorzystać swoją wiedzę i kiedy widzą, że to nie skutkuje, poddają się. – Z trudem przyjmują informację, że z kimś chorym można tylko trwać, bo może się nie znajdzie natychmiast dla niego pomocy. Natomiast osoby z gorszym wykształceniem, ale umiejące znajdować małe powody do radości, mają większą skuteczność w pomaganiu, w wytrwaniu przy osobie z depresją, mówiła Małgorzata Tartas.

Depresja to groźna choroba, która ma wpływ na funkcjonowanie pacjenta przez dłuższy czas. Co najmniej przez dwa tygodnie musi być obniżony nastrój, któremu towarzyszą inne objawy. Chory cierpi między innymi na zaburzenie snu i apetytu, apatię, anhedonię czyli brak zadowolenia, odczuwania przyjemności. Skutki tej choroby mogą być bardzo groźne, bo często prawdziwej depresji towarzyszą myśli samobójcze.

Specjaliści podkreślają, że zbyt często depresją nazywamy zwykłe pogorszenie nastroju. Czasem trudno chorobę rozpoznać, ale zawsze trzeba szukać czynników ją wywołujących. Mogą one być związane z rozstaniem, śmiercią bliskiej osoby lub – co się nierzadko zdarza – z urodzeniem dziecka. Większość osób sama sobie radzi z nowymi sytuacjami, ale u niektórych mogą one wywołać stany depresyjne. W Polsce na depresję cierpi co najmniej półtora miliona osób.

Posłuchaj audycji, której gospodarzem był Tomasz Olszewski:

mat

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj