Prawie dwustu pielgrzymów wyruszyło we wtorek, 28 lipca, rano z Bazyliki Mariackiej na Jasną Górę. Mają do przejścia 500 km. Dziennie zamierzają pokonywać około 30 kilometrów. Pierwszy postój odbył się po południu w Godziszewie.
Idą ludzie w różnym wieku. Jedenastoletni Janek z Otomina dostał zgodę od rodziców na to, by przez dwa tygodnie wędrować z kolegą, niosąc swoje intencje. Modli się przede wszystkim za rodzinę i o to, by wędrującym nic się nie stało.

Ania, mama dwójki dzieci, idzie z nimi pierwszy raz. Tymek ma osiem lat, Hela pięć. – Będziemy dziękować za nasze życie i prosić o łaski. Mamy wózek rowerowy, bidony na wodę. Wiem, że będziemy się wzajemnie wspierać – zapewnia.
Z osobami z niepełnosprawnościami, jadącymi na wózkach, idą ich opiekunowie. Ania z Gdyni opiekuje się Agnieszką. Idzie już po raz ósmy. Chce swój czas poświęcić osobie, która nie może dotrzeć na Jasną Górę o własnych siłach.

„KOLEDZE UMARŁ OJCIEC”
W tym roku do pielgrzymów dołączyli wolontariusze i pracownicy gdańskiej Caritas. Niektórzy tylko na jeden dzień, tak jak Katarzyna Kownacka-Nowaczyk. – Idziemy w intencji naszego kolegi, któremu umarł ojciec. On wiele razy wędrował do Częstochowy. W tym roku to my idziemy dla niego – mówi pani Katarzyna.
Pani Agata, mama dwumiesięcznej córeczki, ma ze sobą duży wózek. Schodzi ze szlaku, bo „mała musi mieć karmienie”. Odprowadziła ją z Gdańska cała rodzina, w tym dziadkowie. – Pielgrzymka daje mi siłę i pogłębia wiarę – wyjaśnia pani Agata. – Odprowadziła nas babcia. Sama już nie może wyruszyć na szlak – dodaje.

„CZASEM KTOŚ SIĘ ZAKOCHA”
Maciej ma 25 lat i mieszka w Gdyni, ale zawsze wyrusza z gdańską grupą.
– Na pielgrzymkach nie rozmawiamy tylko o duchowości i o Bogu. To także czas nawiązywania relacji i integracji. Znam sporo par małżeńskich, które poznały się na pielgrzymce. Sam poznałem kilka fajnych dziewczyn. Na razie nie spotkałem tej jedynej, ale nie zamykam się na nowe znajomości. Nie chciałbym tylko, żeby utożsamiać te dwa tygodnie na szlaku z szukaniem żony czy męża. To dzieje się naturalnie. Ludzie idą, rozmawiają, poznają się, wspólnie śpiewają i modlą. To naprawdę są cudowni ludzie. Dlaczego miałbym nie spotkać nikogo, z kim potem mógłbym przejść przez życie? Czasem ktoś się zakocha. Co w tym złego? Komuś to przeszkadza? – pyta Maciek.

KOŚCIÓŁ, POLSKA, ŻYCIE
Gdańską pielgrzymkę pożegnał proboszcz Bazyliki Mariackiej, ksiądz Ireneusz Bradtke. – Oni też idą w naszych intencjach. Ja muszę zostać. Lipiec i sierpień to w świątyni gorący czas. Proszę pielgrzymów, by pomodlili się za mnie – mówi ksiądz Ireneusz Bradtke.
Grupie towarzyszy biskup pomocniczy Archidiecezji Gdańskiej, ksiądz Piotr Przyborek, który na pielgrzymkę idzie już po raz 34.

– Dobrze jest po całym roku przewietrzyć głowę. Każdy potrzebuje też wysiłku fizycznego, ale oczywiście najważniejsza jest rozmowa na szlaku, także z tymi, u których się zatrzymujemy. Oni również modlą się za nas. Ich gościna nas wspiera i jest ich formą modlitwy. Poza tym zawsze poznajemy inne spojrzenie na rzeczywistość w różnych rejonach kraju. To cenne, co mówią ludzie po drodze, jak patrzą na Kościół, na Polskę i na życie – podkreśla biskup Przyborek.
Do Częstochowy gdańska grupa dotrze 12 sierpnia.
Posłuchaj materiału Anny Rębas:
Anna Rębas/puch








