Jacek Pałubicki z Rumi przepłynął wpław całą Wisłę. Wyprawę zakończył w sobotę, 15 sierpnia, w Mikoszewie. W wodzie spędził ponad trzy tygodnie, pokonując 942 km. Podczas akcji zbierano środki na wsparcie dzieci z alkoholowym zespołem płodowym (FAS).
– Czuję się zmęczony, ale szczęśliwy. Najcięższy był zdecydowanie Zalew Włocławski. To jest 41 km pustkowia, wiatru i fal. Do takiego wyczynu nie da się w pełni przygotować. W pewnym momencie dochodzi się do ściany i trzeba ją przepchnąć. Trzeba zagryźć zęby i wierzyć, że będzie lepiej. I to „lepiej” następuje. Oczywiście pojawiały się kryzysy psychiczne – mniejsze i większe. Myślę, że było ich nawet nie kilkanaście, a kilkadziesiąt. Taka huśtawka emocjonalna musi po prostu być. Tego nauczyły mnie moje poprzednie wyprawy – mówi Jacek Pałubicki.

FAS MOŻNA UNIKNĄĆ
– Jacek płynął, żeby nagłaśniać, czym jest alkoholowy zespół płodowy, i uświadamiać, że nie ma bezpiecznej dawki alkoholu w ciąży. Jeżeli pijemy w ciąży, dziecko może urodzić się z niepełnosprawnością. To jedyna niepełnosprawność, której możemy uniknąć. Kiedy dziecko rodzi się ze spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych, może mieć trudności z funkcjonowaniem w społeczeństwie, nawiązywaniem relacji i radzeniem sobie z emocjami. Ma również problemy z pamięcią, uczeniem się i koordynacją ruchową – przypomina Agnieszka Kaszuba-Gałka z Fundacji Mały Książę.

ZEBRANO 30 TYS. ZŁ
W trakcie podróży zebrano ponad 30 tys. zł. Środki zostaną przeznaczone na wsparcie rodzin zastępczych oraz adopcyjnych, które wychowują dzieci z alkoholowym zespołem płodowym oraz spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych.
Tymon Nieśmiałek/puch








