Po 5 miesiącach, pokonaniu 12 tysięcy mil morskich i dwukrotnym przebyciu Atlantyku żaglowiec „Dar Młodzieży” powrócił do portu macierzystego w Gdyni.
Głównym celem wyprawy, która rozpoczęła się 16 kwietnia, była reprezentacja Polski podczas 250-lecia Stanów Zjednoczonych oraz udział w paradzie na rzece Hudson w Nowym Jorku. Na pokładzie szlify zdobywali studenci Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, płynąc m.in. przez Kadyks, Bahamy, Boston i Filadelfię.
Ostatnie manewry na żywo relacjonował dziennikarz Mateusz Czerwiński: – W tej chwili biała fregata wpływa w asyście holownika do Basenu Prezydenta. Za chwilę będzie cumowanie. Robi wrażenie, szczególnie po tak długiej podróży – podkreślał reporter Radia Gdańsk.

Reporter zwrócił uwagę na historyczne tło misji oraz wysiłek załogi. – Pięć miesięcy, ponad 160 dni. Transatlantycki rejs Daru Młodzieży nawiązywał przecież do historycznego rejsu Daru Pomorza z okazji 200-lecia Stanów Zjednoczonych z 1976 roku. Wypłynął z Gdyni, przez Kadyks pokonał Atlantyk do USA i wrócił po raz drugi przez ocean do Gdyni – powiedział.
Jak relacjonował, studentów witali przede wszystkim rodzice, którzy nie kryli wzruszenia.
„TO BYĆ MOŻE OSTATNI TAK DŁUGI REJS”
Sukces organizacyjny oraz promocyjny rejsu i postawę studentów docenił rektor UMG, prof. Adam Weintrit, podkreślając, że podwójne pokonanie Atlantyku przez polski żaglowiec szkolny na długo zapadnie w pamięci młodych żeglarzy. Dodał jednak, że to mógł być ostatni tak długi rejs tej jednostki.

– Być może był to już ostatni tak długi rejs. To rzeczywiście była trudna decyzja. Zaproszenie do udziału w obchodach 250-lecia Stanów Zjednoczonych dostaliśmy już dwa lata temu, ale wtedy przechodziliśmy poważny kryzys związany z awarią maszyny. Wydawało się wówczas mało realne, że zdołamy przygotować jednostkę na tak daleką wyprawę. Zrobiliśmy jednak swoje. Kosztowało nas to sporo wysiłku, ale rejs się udał. W Stanach Zjednoczonych zrobiliśmy wręcz furorę. Może w kraju nie było to tak odczuwalne, ale amerykańskie telewizje poświęciły nam sporo miejsca – powiedział.
POWRÓT PEŁEN WZRUSZEŃ
Kapitan Krzysztof Kocyba, komendant Daru Młodzieży, w rozmowie z reporterem Radia Gdańsk nie krył wzruszenia z powodu powrotu do Gdyni.
– Myślę, że dla każdego marynarza powrót do portu macierzystego to powód do wzruszenia. Większe, mniejsze, także oczywiście zależy to od czasu, ile się nie było w domu. Kiedyś nie byłem w domu 10 miesięcy i to wtedy ten powrót – to dopiero było przeżycie – zaznaczył.

– Reprezentowaliśmy Polskę tak, jak potrafiliśmy najlepiej. Zresztą nasz statek, nasza „Biała Lady”, tak się podoba że niewiele trzeba robić. Wystarczy, że stanie, że przyjdą zwiedzający, a już przychodzi grad gratulacji, przyjemnych wypowiedzi ze strony ludzi. Ja chodziłem po pokładzie, byłem umundurowany, zwiedzający mnie zaczepiali. To było przesympatyczne, co chwilę spotykałem się z gratulacjami, z wypowiedziami podziwu. Ale nie tylko, bo na miasto poszli nasi kadeci – mówił.
Posłuchaj:
Mateusz Czerwiński/SG








