W poniedziałek kontynuowana będzie akcja kruszenia lodu w górę rzeki. Jednostki w weekend miały przerwę techniczną w bazie w Przegalinie. To czas na wymianę załóg, tankowanie i uzupełnienie zapasów.
Jak wyjaśnia Bogusław Pinkiewicz z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku, obecnie pokrywa lodowa, choć z przerwami, rozciąga się na długości 200-tu kilometrów.
– Będziemy łamać tak długo, jak będzie potrzeba. Dopóki nie zostanie stwierdzone, że lód płynie sam i nie wymaga już naszej interwencji, tak wysoko w górę Wisły będziemy się przemieszczać. Czy dopłyniemy do Torunia? Tego no nie wiemy, zobaczymy. Wisła zdecyduje o tym, jak daleko będziemy z tą akcją się posuwać – mówi.
– Technika polega na tym, że lodołamacz nie tnie tego lodu dziobem, tylko rozpędza się, wchodzi na taflę lodu swoją masą i go kruszy. Czasami jest tak, że warstwa jest wyjątkowo gruba. Wtedy wymaga to kilku podejść – dodaje.
Na Wiśle prowadzić będą lodołamacze czołowe – Tygrys i Puma oraz liniowe – Foka, Narwal, Nerpa, Manat i Rekin.
js/aKa





