Zaczęli fatalnie, ale potrafili się podnieść. Pierwsze zwycięstwo Arki w tym roku

(Fot. PAP/Marcin Gadomski)

Arka Gdynia z pierwszym zwycięstwem w 2026 roku. Żółto-niebiescy katastrofalnie zaczęli mecz z GKS-em Katowice, ale podnieśli się jeszcze przed przerwą. W końcówce wytrzymali napór przeciwników i wygrali 2:1.

Nie można było zacząć gorzej. Pierwsza minuta, większość piłkarzy jeszcze nie dotknęła piłki, a Arka już przegrywała. Nazarij Rusyn stracił piłkę na własnej połowie na rzecz Sebastiana Miewskiego. Futbolówka trafiła do Bartosza Nowaka, który od razu zagrał do Mateusza Wdowiaka. Niepilnowany pomocnik bez problemów pokonał Damiana Węglarza. Arka straciła piłkę tak blisko własnego pola karnego, że tej sytuacji nie mogła już uratować.

Nie tylko początek był fatalny, ale kolejne dwa kwadranse również. Nic się gdynianom nie układało, co w końcu zaczęło frustrować kibiców i z trybun popłynęły popularne, niecenzuralne okrzyki motywacyjne. Ale bliżej było straty kolejnej bramki niż wyrównania. Nowak prowadził piłkę przez połowę boiska po kolejnej stracie żółto-niebieskich, ale uderzył prosto do koszyczka Węglarza.

MARCJANIK DAŁ WYRÓWNANIE

Jeśli nie da się z gry (a przy tak fatalnej murawie niewiele można było z gry zrobić), to trzeba spróbować po stałym fragmencie gry. I tak Arka niespodziewanie wróciła na powierzchnię. Rozegrała krótko, ale w końcu Oskar Kubiak dośrodkował z lewej strony. Zagranie przedłużył Luis Perea, a głową uderzył Michał Marcjanik. Pierwszy strzał obronił jeszcze Rafał Strączek, ale z dobitką Marcjanika nie mógł już sobie poradzić.

Był remis i gołym okiem widać było, że piłkarze Dawida Szwargi w końcu poczuli się bardziej komfortowo i spokojnie. Zaczęli grać lepiej, a w końcówce pierwszej połowy zaskoczyli jeszcze rywali ich własną bronią. Arkadiuszowi Jędrychowi piłkę pod polem karnym zabrał Sebastian Kerk, dopadł do niej Rusyn i bez problemów pokonał Strączka. 2:1 do przerwy.

GORSZA DRUGA POŁOWA

W drugiej części więcej było fauli i przepychanek niż klarownych sytuacji, ale Arka też swoje wykreowała. Najlepszą okazję miał Patryk Szysz po szybkim ataku, uderzył mocno i niecelnie, a mógł podać do Edu Espiau. Hiszpan wszedł z ławki zmieniając Vladislavsa Gutkovskisa i pokazał, że jest po prostu w lepszej formie.

Końcówka była nerwowa, GKS grał klasycznie „na chaos”, ale Arka nie pękła. Wytrzymała do końca, wywalczyła trzy punkty i niemal słychać było w Gdyni głośne „uff”. Pierwsze zwycięstwo w tym roku stało się faktem.

Tymoteusz Kobiela/puch

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj