Polski Związek Wędkarski alarmuje o rekordowej liczbie śniętych ryb. Wszystko przez grubą warstwę lodu, która pomimo odwilży nadal utrzymuje się na wielu jeziorach.
Aby nie dopuścić do jeszcze większych strat, w natlenianie wody włączyli się również samorządowcy i strażacy.
– Od 16 lat nie było takiej zimy, jak mamy w tym roku. Prowadzimy nierówną walkę na wielu stawach i jeziorach, gdzie nasi członkowie, wspólnie z ochotniczą strażą pożarną, robią przeręble oraz przelewają wodę. Tylko w ten sposób ryby przeżyją – wyjaśnia Teodor Rudnik.
NATLENIAJĄ WODĘ OD WIELU DNI
W działania zaangażowanych jest wiele kół z Pomorza. Wędkarze z Człuchowa od 27 dni natleniają wodę, z kolei w Czarnej Dąbrówce wczoraj do akcji ratunkowej dołączyli strażacy ochotnicy, którzy przy użyciu motopomp natleniają wodę na jeziorze Wiejskim. Podobne działania prowadzone są między innymi na zbiornikach w Damnicy, Przechlewie, Damnie, Potęgowie, Bytowie i Debrznie.
– Kosztuje to nie tylko dużo wysiłku, ponieważ aby akcja przyniosła pożądany efekt, pompy muszą działać minimum osiem godzin dziennie. Paliwo do ich zasilania trzeba kupić z własnych kieszeni – mówi Bogdan Barton z Przechlewa.
– Jestem dzierżawcą jeziora Przechlewskiego i jestem przerażony skalą zjawiska przyduchy. Od kilkunastu lat nie było takiego zagrożenia. Wiele ryb już straciło życie, ale robimy, co możemy, aby uratować życie pozostałym. Nie jest łatwo, bo w niektórych miejscach lód nadal ma pół metra – opisuje mieszkaniec Przechlewa.
„RATUJMY ŻYCIE RYB”
Obecnie w całej Polsce trwa wyścig z czasem, aby nie dopuścić do katastrofy ekologicznej. Wędkarze w całej Polsce rozpoczęli akcję „Ratujmy życie ryb”, która angażuje nie tylko strażaków, ale i wolontariuszy, którzy dniem i nocą kruszą półmetrowe tafle lodu i przy pomocy motopomp natleniają wodę.
– Od początku stycznia mamy lód na praktycznie wszystkich jeziorach, nawet rzeki pozamarzały. Średnia warstwa lodu, pomimo odwilży, nadal przekracza 40 centymetrów. Co gorsze, na jego powierzchni zalega śnieg, który tak naprawdę jest odpowiedzialny za zjawisko przyduchy, ponieważ nie przepuszcza światła. Rośliny, które znajdują się pod nim, przestają wytwarzać w procesie fotosyntezy tlen – tłumaczy ichtiolog Wojciech Sobiegraj z Polskiego Związku Wędkarskiego w Słupsku.
Naukowcy mają obawy, że w większości takich sytuacji ryby nie przeżyją. Aby zminimalizować straty środowisko wędkarskie ściąga z różnych miejsc agregaty i pompy, do których niezbędne jest paliwo. Tu z pomocą przyszli internauci którzy organizują zbiórki.
NADZIEJA NA ODWILŻ
Według Marcina Millera z Parku Krajobrazowego Doliny Słupi, najbardziej zagrożone są jeziora płytkie i zanieczyszczone, głównie roślinnością, która w okresie jesieni opadła na dno jeziora. Dlatego zdaniem ekologów tak ważne jest działanie kół wędkarskich i wszystkich wolontariuszy włączających się w akcję.
– Najbardziej narażonymi na zjawisko przyduchy są sandacze, okonie, szczupaki, natomiast liny i karasie mogą przetrwać. Wykuwanie przerębli i napowietrzanie wody to jedyna skuteczna metoda na uratowanie ryb – przekonuje Marcin Miller.
Skale strat w populacji ryb ocenić będzie można kiedy lód ustąpi, ale już wiadomo że będzie ona rekordowa.
Posłuchaj materiału naszego reportera:
Łukasz Kosik/ua








