Rozpoczął się proces w sprawie pożaru zabytkowej hali na gdańskiej Przeróbce, do którego doszło rok temu. Na ławie oskarżonych zasiadło trzech mężczyzn, którym prokuratura zarzuca produkcję narkotyków, a także niepowiadomienie służb o wybuchu pożaru. Mecenas Tomasz Bronk, przedstawiciel właściciela hali, twierdzi, że to działanie spotęgowało skalę tragedii.
– Skutki pożaru były znacznie większe niż można było się początkowo spodziewać. Gdyby oskarżeni zawiadomili straż pożarną, spaleniu uległby tylko niewielki fragment hali. Sprawą drugorzędną jest, co było wynikiem pożaru. Ważne, że oskarżeni celowo i umyślnie uciekli z miejsca zdarzenia, nie powiadamiając straży pożarnej. Problem też wyniknął z tego, że wówczas most Siennicki był remontowany i straż musiała jechać dłuższą drogą. Gdyby most był sprawny, być może nie doszłoby do takiej szkody – wyjaśnił mecenas Bronk.
Podczas pożaru spłonęło prawie 1,5 tysiąca rowerów systemu metropolitalnego Mevo i tysiąc baterii, które składowano w tej części hali na Przeróbce.
Oskar Bąk/mk








