Debiutował w Ekstraklasie jako 17-latek w Lechii Wiśniewskiego, Buzały i Brożka. Dziś, po 13 latach od tamtych wydarzeń, Damian Kugiel znów przywdziewa biało-zielone barwy. Choć poziom rozgrywkowy jest inny, pasja i ambicja pozostały te same. Napastnik Tylko Lechia Gdańsk opowiada o powrocie do macierzy, trudnych lekcjach z przeszłości i planie TLG na grę w wyższych klasach rozgrywkowych.
Z Damianem spotkaliśmy się tuż po wygranym meczu z Osiczanką Osice. Napastnik zaliczył dublet już w pierwszym kwadransie, a jego zespół wygrał i umocnił się na pozycji wicelidera tabeli V ligi, grupy Gdańsk I.
Dla wielu kibiców z Przymorza nazwisko Kugiel kojarzy się jednoznacznie. To właśnie w gdańskiej dzielnicy, będącej jednym z większych bastionów sympatyków Lechii, Damian dorastał, chłonąc miłość do klubu od ojca, który również reprezentował barwy Gdańszczan. Decyzja o dołączeniu do Tylko Lechia Gdańsk, wicelidera klasy okręgowej, była dla niego czymś więcej niż tylko zmianą pracodawcy.
– Fajnie wrócić na „stare śmieci”. Dostałem ofertę od trenera Kalkowskiego, z którym współpracowałem przy debiucie w Ekstraklasie lata temu. Cieszę się, że nadal mogę reprezentować te barwy. Biało-zielona krew zawsze zostaje w serduszku – przyznaje napastnik.
Kugiel debiutował w Ekstraklasie miesiąc przed 18. urodzinami. W meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała zmieniał Pawła Buzałę, ale nie odmienił losów meczu, Lechia przegrała wówczas 1:2. Jak się miało później okazać, był to kwadrans z łącznie 75 minut spędzonych w Ekstraklasie. – Trochę zabrakło determinacji, trochę szczęścia. Młodzieńcze lata były szalone, człowiek nie zawsze słuchał rodziców, a pewne wybory życiowe nie były najlepsze. Ale nie ma co płakać i zwalać na kontuzje. Zawsze byłem szczery – w większości przypadków mówienie o zniszczonej karierze przez urazy to po prostu kłamstwo – ucina Damian Kugiel.
Posłuchajcie, jakie są cele 30-letniego Damiana Kugiela:
Paweł Kątnik








