Karol Rabenda o wakacjach kredytowych: celem jest ochrona budżetów Polaków i zbijanie inflacji

(fot. archiwum RG)

Wakacje kredytowe, dopłaty do ogrzewania i pieniądze z KPO – o tym Jarosław Popek rozmawiał z „Gościem Dnia Radia Gdańsk”, którym był Karol Rabenda, wiceminister aktywów państwowych.

– Program wakacji kredytowych jest sformatowany tak, żeby był jak najszerzej dostępny. To nie są działania pozorowane, ma on ulżyć Polakom w ciężkim okresie inflacji, spowodowanej wojną na Ukrainie. Kredyty to jedna z ważniejszych pozycji w domowych budżetach. Wzrosty stóp procentowych, które spowodowały większe raty, są znaczne i uszczuplają budżety polskich rodzin w znacznym stopniu. Zdecydowaliśmy się wprowadzić takie regulacje, żeby ten trudny okres zwiększonej inflacji polskie rodziny mogły przetrwać w sposób, który nie będzie dla nich uciążliwy. Wakacje kredytowe to cztery miesiące do końca roku i kolejne cztery miesiące w kolejnym roku. To pomoc, na którą czekali Polacy. To pozwoli zminimalizować koszty zwiększonych rat – przekonywał Karol Rabenda.

– Biorąc pod uwagę to, że do końca roku zostało sześć miesięcy, to ulga na cztery miesiące jest wystarczającym wsparciem. Nawet jeśli komuś rata wzrosła o kilkadziesiąt proc., wakacje kredytowe pozwolą je normalnie spłacać. Jeśli chodzi o kolejny rok – możemy mieć nadzieję na spadek inflacji i, co za tym idzie, stóp procentowych. Jeśli będzie potrzebne dodatkowe wsparcie, to również ono będzie jakoś rozbudowane. Zwiększyliśmy też środki na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. To rozwiązanie, które wspiera tych Polaków, którzy mają niższe dochody, a z przyczyn niezależnych od siebie nie mogą spłacać swoich kredytów – wyjaśnił.

– Naszym celem jest ochrona budżetów Polaków, ale też zbijanie inflacji. Zachęcamy banki, żeby przedstawiały lepsze oferty lokat. Inflację można zbić też w ten sposób, żeby pieniądze, które zdaniem ekonomistów są „górką”, były inwestowane. Liczymy, że konkurencja na rynku lokat będzie się zwiększać, zwłaszcza, że są też podmioty pod nadzorem Skarbu Państwa, które aktywnie tu działają – zapowiedział wiceminister aktywów państwowych.

Gość Dnia odnosił się też do słów Ursuli von der Leyen, która zapowiedziała, że aby Polska otrzymała środki z KPO, musi ostatecznie rozwiązać kwestię dyscyplinowania sędziów. – Wypowiedź szefowej Komisji Europejskiej była sprzeczna z tym, co wcześniej było podpisane. Podejrzewam, że to było pewne uproszczenie tematu. Jesteśmy w stałym kontakcie z organami Unii Europejskiej. KPO zostało podpisane. Nie mamy żadnych oficjalnych obiekcji co do tego, jak wdrażane są kamienie milowe. Zakładam, że doszło do jakiegoś nieporozumienia. Jeśli mielibyśmy jakiś dwugłos w KE, to nie najlepiej świadczyłoby o tym organie. A w tej sytuacji międzynarodowej, jeśli ktoś chciałby dzielić UE na jakieś dwa bieguny, to nie byłoby najlepsze rozwiązanie dla samej Unii. Wątpię, żeby takie pomysły były gdzieś w Brukseli rozpatrywane – stwierdził Rabenda.

– Z patem mieliśmy do czynienia parę miesięcy temu. Inicjatywa zmian legislacyjnych, która wyszła od prezydenta, a także wizyta Ursuli von der Leyen w Warszawie przerwały ten pat. Trudno komentować jedną wypowiedź w kontekście całego procesu. Stan formalny jest taki, że KPO zostało zaakceptowane. Przeprowadziliśmy zmiany, które i tak planowaliśmy wcześniej. Nieporozumienie z UE wynikało z tego, że część europarlamentarzystów, polityków opozycji, zakrzywia rzeczywistość, która jest w Polsce i my musimy ją prostować. Analizy KE opierały się głównie na fałszywych przesłankach. Ta wypowiedź jest niefortunna, ale to kwestia KE, żeby wyjaśniła między sobą, jakie jest jej stanowisko. Formalnie nic się nie zmieniło, jesteśmy w procesie i realizujemy postanowienia – zakończył.

mrud

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj