Do końca sierpnia powinno zostać określone realne zadłużenie szpitala w Miastku. Władze gminy złożyły do sądu wniosek o upadłość placówki, która od lat zmaga się z kryzysem finansowym. Decyzja ma uchronić Miastko przed zaciąganiem dalszych zobowiązań.
Jerzy Wójtowicz, burmistrz Miastka powiedział, że długi placówki sięgały kilkudziesięciu milionów złotych, choć dokładna kwota nie jest znana.
– W tej chwili trwa audyt w szpitalu i dług – możemy tylko szacować w przybliżeniu – jest to kwota między 40 a 50 milionów złotych. Do końca miesiąca powinniśmy znać dokładną kwotę – podkreślił samorządowiec.
Na razie nie wiadomo, kiedy i jakie świadczenia medyczne będą ponownie udzielane w Miastku. Rozmowy w tej sprawie trwają między innymi z NFZ-em.
DOJAZD DO INNYCH SZPITALI
Trwają także prace nad zwiększeniem kursów komunikacji publicznej do innych miast, w których mieszkańcy mogliby korzystać z opieki zdrowotnej. Spotkanie w tej sprawie planowane jest na przyszły tydzień.
– Spotkam się z prezesem PKS-u Bytów i będziemy o tym rozmawiali. Też mamy taki pomysł, żeby właśnie zwiększyć ilość tych połączeń – tłumaczył. – Może do Słupska i do Bytowa uda nam się tę ilość powiększyć, żeby więcej było kursów porannych i powrotnych – dodał.
NIE WSZYSCY PRACOWNICY DOSTANĄ WYPŁATY
Kolejna kwestia, która wybrzmiewa w całej sprawie, dotyczy wynagrodzeń pracowników szpitala. Okazuje się, że nie wszyscy, którzy nie dostawali wypłat, mogą spodziewać się przelewów.
– Pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę będą mogli dostać wsparcie finansowe z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w ramach zwolnień grupowych, bo takie rozmowy trwają i to jest oczywiście wszystko do zrealizowania. Problematyczna jest jednak sytuacja pracowników, którzy byli zatrudnieni na kontraktach i na umowę zlecenie. Oni środków z tego funduszu nie dostaną – powiedział gospodarz Miastka.
Z Jerzym Wójtowiczem rozmawiał Kuba Kaługa. Posłuchaj:
Czytaj także:
Kuba Kaługa/SG








